Precedensowy wyrok sądu w Tarnowie
Sąd Rejonowy w Tarnowie uznał biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża za winnego niedopełnienia obowiązku powiadomienia organów ścigania o seksualnych krzywdach wyrządzonych małoletnim przez dwóch duchownych. Sprawa dotyczyła zaniechania zgłoszenia przestępstw księży Stanisława P. i Tomasza K., co stało się przedmiotem pierwszego w Polsce procesu urzędującego biskupa diecezjalnego o taki czyn. Za każdy z dwóch zarzucanych czynów sąd wymierzył karę roku i sześciu miesięcy ograniczenia wolności, orzekając ostatecznie karę łączną dwóch lat. Dodatkowo hierarcha został ukarany grzywną w wysokości 20 tysięcy złotych.
Wyrok w tej sprawie nie jest prawomocny. Obrońcy biskupa już zapowiedzieli złożenie apelacji, a Kuria Diecezjalna w Tarnowie wydała oświadczenie, w którym nie zgodziła się z rozstrzygnięciem sądu. Sędzia Małgorzata Stanisławczyk-Karpiel wskazała, że cały proces i orzeczenie mają charakter precedensowy z uwagi na rangę oskarżonego oraz charakter zarzutów ściśle związanych z zarządzaniem diecezją.
Szczegóły zarzutów i zarobki biskupa
Postępowanie dotyczyło braku niezwłocznego zgłoszenia spraw dotyczących duchownych Stanisława P. oraz Tomasza K. Prokuratura argumentowała, że biskup posiadał rzetelne informacje o wykorzystywaniu nieletnich, jednak odpowiednie zawiadomienia wpłynęły do służb z kilkuletnim opóźnieniem. W tym czasie prowadzono wewnętrzne postępowania kościelne, a opóźnienie doprowadziło między innymi do przedawnienia niektórych spraw.
Biskup przed sądem zadeklarował, że jego miesięczne wynagrodzenie wynosi 4800 złotych brutto w ujęciu Radia Kraków, natomiast WP podała kwotę 4000 złotych. Sąd orzekł potrącanie 25 procent tej kwoty przez okres dwóch lat na rzecz Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, co według wyliczeń wyniesie odpowiednio 1200 lub 1000 złotych miesięcznie. Duchowny ma również wpłacić po 10 tysięcy złotych za obie sprawy na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
Ksiądz prof. Andrzej Kobyliński skomentował rozstrzygnięcie słowami, że wszyscy są równi wobec prawa.
Linia obrony i argumentacja sądu
Biskup Andrzej Jeż od początku procesu nie przyznawał się do winy. Wyjaśniał, że opóźnienia wynikały z wątpliwości prawnych, problemów z ustaleniem właściwości organów ścigania w przypadku czynów popełnionych w Ukrainie oraz braku wiedzy o wieku niektórych pokrzywdzonych. Adwokat Zbigniew Ćwiąkalski argumentował, że do 2022 roku istniały niejasności co do tego, czy obowiązek zawiadamiania obejmuje także czyny sprzed nowelizacji z 2017 roku, a skazywanie hierarchy może zniechęcić innych przełożonych do zgłaszania przestępstw.
Sędzia Małgorzata Adamczyk podkreśliła w uzasadnieniu, że polski Kodeks karny nakłada taki obowiązek na każdego obywatela bez względu na funkcję, a Kodeks Prawa Kanonicznego nie jest powszechnie obowiązującym prawem w Polsce. Sąd zaznaczył, że zadaniem oskarżonego było złożenie zawiadomienia, a nie dokonywanie własnej oceny poszczególnych przypadków.
