Zbigniew Ziobro potwierdził, że fundacja Instytut Polski Suwerennej otrzymała 450 tys. zł. Środki te miały być przeznaczone na walkę prawną i medialną z działaniami obecnej władzy, ponieważ środowisko polityka znalazło się w trudnej sytuacji finansowej, a części powiązanych z nim osób blokowano konta.
Były minister sprawiedliwości zaznaczył jednak, że pieniądze nie wpłynęły bezpośrednio od giełdy Zondacrypto, lecz z należącej do Przemysława Krala kancelarii prawnej. Polityk utrzymuje, że nigdy wcześniej nie znał ani Przemysława Krala, ani jego firmy, a także nie interesował się rynkiem kryptowalut.
Ofertę bezinteresownego wsparcia miał mu przedstawić Artur Chodziński, który jest jednym z najbardziej zaufanych funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego z okresu rządów PiS, a po przejściu na emeryturę zaczął pracować dla Krala. Ziobro twierdzi, że kilkukrotnie dopytywał za pośrednictwem pośrednika, czy darczyńca nie oczekuje niczego w zamian, i za każdym razem słyszał, że pomoc jest całkowicie bezinteresowna.
Początkowo były minister miał być sceptyczny wobec propozycji, lecz po około trzech miesiącach sam powrócił do sprawy, gdy fundacja potrzebowała środków. Ziobro wskazał również, że w tamtym okresie jego aktywność parlamentarna była mocno ograniczona z powodu leczenia, rehabilitacji oraz choroby, przez co nie wiedział o toczących się pracach legislacyjnych nad ustawą regulującą rynek kryptowalut. Były minister miał pożyczyć od Instytutu Polski Suwerennej 57 tys. zł już podczas pobytu za granicą.
Przy podejmowaniu decyzji o przyjęciu wpłaty znaczenie miała szeroka obecność Zondacrypto w przestrzeni publicznej. Ziobro sprawdzał dostępne informacje i oceniał wiarygodność firmy przez pryzmat jej współpracy z instytucjami publicznymi, mediami, klubami sportowymi oraz organizacjami społecznymi, przywołując m.in. Jerzego Owsiaka i WOŚP.
Ziobro przyznał, że w latach 2015–2023, gdy pełnił funkcje ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, nie miał wiedzy o postępowaniach dotyczących Krala, BitBay czy Zondacrypto. Po odejściu z urzędu dowiedział się natomiast o korzystnej dla spółki decyzji prokuratury z 2024 r., której uzasadnienie określił jako laurkę.
Były minister oświadczył, że darowiznę przekazano jawnie i zgodnie z prawem. Dodał również, że pod koniec 2025 r., gdy wokół Zondacrypto i procesu legislacyjnego zaczęły się pojawiać publiczne wątpliwości, pojawiła się możliwość przekazania kolejnych pieniędzy, jednak wtedy zdecydowanie odmówił przyjęcia środków i przekazał Chodzińskiemu, że nie mogą ich przyjąć.
Ziobro twierdził również, że przygotował plan pozyskiwania wpłat przez media społecznościowe fundacji, ale na jego realizację nie zgodziło się kierownictwo PiS.
Zdaniem Zbigniewa Ziobry, gdyby fundacja miała dzisiejszą wiedzę, nigdy nie zdecydowałaby się na przyjęcie darowizny. Polityk próbował przenieść ciężar odpowiedzialności na państwo i rząd Donalda Tuska, argumentując, że instytucje państwowe dysponowały znacznie większymi możliwościami sprawdzania działalności Krala.
Były minister pytał publicznie, dlaczego służby specjalne, aparat skarbowy, instytucje kontroli finansowej oraz prokuratura nie zadziałały na czas i nikogo nie ostrzegły. W jego ocenie sytuacja jest podejrzana, a obecne działania prokuratury wobec prezesa Zondacrypto mogą służyć celom politycznym i pozyskaniu zeznań.
Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek zapowiedział, że sprawowane będą czynności wyjaśniające w tej sprawie, a Przemysław Kral poszedł na współpracę z prokuraturą i uzyskał status małego świadka koronnego.