USA i Korea Południowa skróciły tegoroczne manewry wojskowe Ulchi Freedom Shield na żądanie Donalda Trumpa. Amerykański prezydent powołał się na koszty, relacje z Kim Dzong Unem oraz brak udziału Seulu w konflikcie z Iranem. Decyzja zaskoczyła dyplomatów obu państw.
Kim Jo Dzong skomentowała decyzję Donalda Trumpa o ograniczeniu manewrów wojskowych z Koreą Południową, uznając ją za nie wartą uwagi. Zaprzeczyła doniesieniom o rozmowach między przywódcami oraz odrzuciła informacje o wysłaniu północnokoreańskich wojsk do Rosji.
Chiny złożyły oficjalny protest przeciwko wizytom japońskich polityków w świątyni Yasukuni podczas obchodów 81. rocznicy kapitulacji Japonii. Pekin uznaje te gesty za próbę rehabilitacji zbrodniarzy wojennych i zagrożenie dla powojennego porządku, co pogłębia napięcia dyplomatyczne między oboma krajami.
Administracja Donalda Trumpa wprowadza zróżnicowane cła na import dronów i komponentów, sięgające nawet 100 proc. Decyzja ma na celu wzmocnienie amerykańskiego przemysłu i ograniczenie zależności od zagranicznych dostawców w obliczu wyzwań dla bezpieczeństwa narodowego.
Władimir Putin odwiedził wyspę Etorofu, co wywołało ostry protest dyplomatyczny Japonii. Tokio uznaje wyspy za swoje terytorium, a wizyta prezydenta Rosji dodatkowo komplikuje i tak napięte relacje dwustronne, uniemożliwiając zawarcie traktatu pokojowego.
Korea Północna wystrzeliła pocisk balistyczny, który pokonał ponad 700 km. Jest to jedenasta próba rakietowa reżimu w tym roku, przeprowadzona tuż przed wspólnymi ćwiczeniami wojskowymi USA i Korei Południowej, co wywołało protesty Seulu i zaniepokojenie społeczności międzynarodowej.