Gwałtowne protesty i skala zniszczeń
W sobotę 17 października 2026 roku we Francji doszło do ogólnokrajowych demonstracji, w których – według szacunków władz – wzięło udział około 550 tysięcy osób, choć organizatorzy wskazują liczbę 800 tysięcy. Protestujący, reprezentujący zróżnicowane środowiska, w tym uczniów, rolników oraz aktywistów, wyrażali sprzeciw wobec rosnących kosztów życia. Pokojowe marsze zostały jednak zdominowane przez gwałtowne zamieszki, podczas których dochodziło do ataków na budynki publiczne oraz systematycznych grabieży sklepów. Organizacje branżowe oceniają, że ucierpiało około 1500 przedsiębiorstw, a straty finansowe sięgają setek milionów euro.
Przemoc przybrała drastyczne formy, prowadząc do zniszczenia XIX-wiecznego ratusza w Limoges, który niemal całkowicie spłonął. W Lyonie podpalono punkt informacji turystycznej, natomiast w Marsylii demonstranci wdarli się do ratusza i uszkodzili komisariat policji. W trakcie starć z siłami bezpieczeństwa odnotowano poważne obrażenia: w Mulhouse 17-letnia uczestniczka straciła oko, a w Saint-Etienne młody protestujący stracił dłoń.
W Paryżu, gdzie w niedzielę doszło do kolejnych prób grabieży, policja zatrzymała 42 osoby, a łącznie w całym kraju liczba aresztowań wyniosła blisko 2400 osób. Władze potwierdziły także śmierć jednej osoby w Paryżu, co stało się przedmiotem śledztwa paryskiej prokuratury.
Reakcja rządu, orędzie i apele merów
Prezydent Emmanuel Macron wygłosił orędzie telewizyjne, w którym potępił przemoc i grabieże. Prezydent wyraził gniew i wstyd z powodu wydarzeń, nazywając działania sprawców próbą obalenia Republiki. Podkreślił konieczność oddzielenia pokojowych demonstrantów od radykalnych elementów, określając te ostatnie jako grupy skrajnie lewicowe, do których dołączyli przestępcy. Prezydent zapowiedział powołanie jednostki kryzysowej mającej nieść pomoc poszkodowanym oraz poinstruował prefektów i merów, aby podjęli kroki w celu ochrony mienia publicznego, w tym poprzez zakazywanie zgromadzeń, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Ci wszyscy, którzy dziś mówią wam, że najwyższy czas wychodzić na ulice, demonstrować, wywoływać chaos, mają tylko jeden cel - osłabienie Republiki i pozbawienie (was) debaty
Merowie Paryża, Lyonu i Marsylii zwrócili się o pilne spotkanie z premierem w związku ze zniszczeniami. Polityk ocenił również, że należy podjąć działania w odniesieniu do kwestii kosztów życia, które były głównym powodem sobotnich demonstracji, jednocześnie akcentując konieczność przywrócenia porządku republikańskiego. Z kolei odnotowała, że prezydent ostatecznie zrezygnował z ogłoszenia stanu wyjątkowego czy godziny policyjnej, mimo apeli płynących z różnych stron sceny politycznej.
Spory polityczne i debata o przyszłości
W obliczu zbliżających się wyborów prezydenckich we Francji, które odbędą się w 2027 roku, politycy wykorzystują zamieszki do wzajemnych oskarżeń. Liderka skrajnej prawicy Marine Le Pen zarzuciła rządowi bezsilność, a kandydat lewicy Jean-Luc Mélenchon obarczył władze wyłączną odpowiedzialnością za eskalację przemocy i brak organizacji służb porządkowych. Jordan Bardella określił wystąpienie Macrona mianem tchórzliwego, twierdząc, że rząd utracił zdolność do zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom. Bruno Retailleau z partii Republikanie wzywał bezpośrednio do wprowadzenia stanu wyjątkowego.
W dyskusję włączył się także Donald Trump, który za pośrednictwem platformy Truth Social powiązał zamieszki z kwestiami imigracyjnymi, apelując do Francji o zamknięcie granic. Warto jednak zaznaczyć, że francuskie władze oraz policja w żadnym oficjalnym komunikacie nie powiązały sprawców zamieszek z imigracją.
