Przełom i kompromis w sprawie zarządu NBP
We wtorek premier Donald Tusk poinformował o podpisaniu dokumentów dotyczących nominacji czterech kandydatów do składu zarządu Narodowego Banku Polskiego. Wniosek dotyczył Marty Kightley, Przemysława Litwiniuka, Ludwika Koteckiego oraz Marcina Zarzeckiego, czyli grona osób, których powołania szef rządu nie akceptował jeszcze wiosną bieżącego roku. O podpisany dokument odesłano już do głowy państwa.
Kluczowym impulsem do zmiany stanowiska rządu była zbliżająca się data 4 listopada, kończąca kadencję wiceprezesa Adama Lipińskiego. Zgodnie z przepisami, w organie tym zasiada prezes, dwóch wiceprezesów oraz od czterech do sześciu członków, co łącznie daje od sześciu do ośmiu osób. Po odejściu Lipińskiego liczba ustawowo wymaganych członków spadłaby poniżej bezpiecznego progu, grożąc całkowitym paraliżem prac instytucji.
Groził nam taki klincz, brak zarządu, brak możliwości prowadzenia prac NBP i dlatego zdecydowałem się na ten krok i ten gest i zaakceptowałem proponowane zmiany
Kulisy negocjacji i obawy polityczne
Minister Andrzej Domański rekomendował premierowi podjęcie tej decyzji ze względu na stabilność gospodarki oraz konieczność zapewnienia sprawnego funkcjonowania banku centralnego. W otoczeniu szefa rządu analizowano różne scenariusze, w tym powołanie kuratora, jednak ostatecznie uznano, że mogłoby to jedynie pogłębić niepewność wokół sektora finansowego.
Minister finansów podkreślił, że zależy im na stabilności gospodarki oraz sprawnym funkcjonowaniu banku centralnego, zwłaszcza w czasie, gdy za wschodnią granicą toczy się wojna.
Jak ustalił money.pl, na ostatnim etapie przygotowywania dokumentów prezes NBP Adam Glapiński miał próbować zastąpić Martę Kightley swoją bliską współpracowniczką Kamilą Sukiennik, co w obozie rządowym uznano za proszenie się o potężną awanturę. Ostatecznie do zmiany kandydatury nie doszło, a do Kancelarii Premiera przesłano jeden zbiorczy dokument obejmujący wszystkie cztery nazwiska, co uniemożliwiało ich wybiórcze potraktowanie.
Reagują eksperci i politycy
Decyzję premiera skomentował politolog prof. Antoni Dudek, który na antenie Polsat News ocenił, że ruch ten jest obecnie najważniejszym wydarzeniem politycznym, przyćmiewającym nawet spory wokół Trybunału Konstytucyjnego. Ekspert prognozuje, że prezydent Karol Nawrocki w ramach swoistego rewanżu i zasady podpis za podpis może wkrótce wręczyć nominację na wicepremiera Andrzejowi Domańskiemu i powołać następcę minister Jolanty Pełczyńskiej-Nałęcz.
Dzień wcześniej minister Domański przyznał w mediach, że wolałby uregulowania kwestii zarządu NBP i zamierzał o tym rozmawiać z szefem rządu, choć podkreślał, że ostateczna decyzja należy do premiera.