Przełom i podpis pod nominacjami do zarządu NBP
Premier Donald Tusk ogłosił we wtorek przed posiedzeniem Rady Ministrów, że podpisał kontrasygnatę pod wnioskami prezydenta w sprawie powołania czworga nowych członków zarządu Narodowego Banku Polskiego. Zgodnie z zapowiedzią dokumenty odesłano już do Pałacu Prezydenckiego, gdzie wymagany jest ostateczny podpis głowy państwa.
Groził nam klincz, brak zarządu i brak możliwości prowadzenia prac przez NBP i dlatego zdecydowałem się na ten krok i na ten gest, i zaakceptowałem proponowane zmiany
Decyzję premiera poprzedziło poniedziałkowe spotkanie ministra finansów Andrzeja Domańskiego z prezesem NBP Adamem Glapińskim. Choć Kancelaria Premiera, resort finansów i NBP początkowo nie udzielały oficjalnych komentarzy telefonicznych, szef rządu potwierdził krok na wtorkowym spotkaniu rządowym.
Zagrożenie paraliżem i ustawowe minimum
Konieczność podjęcia decyzji wynikała z upływającej w środę 4 listopada 2026 roku kadencji Adama Lipińskiego jako wiceprezesa NBP. Wraz z jego odejściem liczba członków zarządu banku centralnego spadłaby do pięciu, co oznaczałoby zejście poniżej ustawowego minimum.
Ustawa o NBP stanowi, że zarząd składa się z prezesa oraz od 6 do 8 członków, w tym dwóch wiceprezesów. W takich warunkach kluczowy organ wykonawczy banku centralnego musiałby funkcjonować w gronie osób mniejszym niż sztywne granice wyznaczone przez przepisy prawa.
Eksperci i rynki finansowe obawiali się, że brak pełnego składu zarządu, realizującego uchwały Rady Polityki Pieniężnej, mógłby wywołać wątpliwości prawne co do wprowadzania w życie decyzji o stopach procentowych. Część rozmówców przekonywała jednak, że procedury te mogą funkcjonować niezależnie od liczby członków zarządu.
Nowi członkowie zarządu i zmiany w RPP
Do zarządu NBP mają wejść Marta Kightley, Ludwik Kotecki, Przemysław Litwiniuk oraz Marcin Zarzecki. Trzy ostatnie osoby to dotychczasowi członkowie Rady Polityki Pieniężnej, co oznacza powstanie wakatów w tym gremium, które uzupełni Senat oraz prezydent.
Przekonywał, że ktoś w naszym kraju musi myśleć, jak stabilizować sytuację, a decyzja zapadła na ostatnią chwilę w obliczu grożącego klinczu.
Wnioski te pierwotnie trafiły do KPRM już na przełomie lutego i marca, jednak wówczas wróciły bez podpisu premiera, a kolejna próba nastąpiła w październiku. Premier zaznaczył, że NBP musi być chroniony przed wstrząsami niezależnie od postępowań dotyczących prezesa Adama Glapińskiego.