Wyniki wyborów i postępowania w Brazylii
Flávio Bolsonaro przegrał drugą turę wyborów prezydenckich w Brazylii z urzędującym szefem państwa Luizem Inácio Lulą da Silvą. Według oficjalnych danych brazylijskiego Najwyższego Trybunału Wyborczego Lula uzyskał niecałe 51,8 procent głosów, podczas gdy Bolsonaro zdobył nieco ponad 48,2 procent poparcia.
Po porażce polityk nie uznał wyników, nazywając je sfałszowanymi i mianując się prawdziwym przywódcą Brazylii. W kraju objęty jest kilkoma poważnymi śledztwami dotyczącymi m.in. domniemanego zagranicznego finansowania kampanii, prania pieniędzy oraz unikania podatków. Choć formalnie nie usłyszał jeszcze aktu oskarżenia, sąd zakazał mu opuszczania kraju, a władze unieważniły jego brazylijski paszport.
Przebieg ucieczki i międzynarodowa pomoc
Mimo zakazu wyjazdu i unieważnienia dokumentów, polityk wraz z rodziną uciekł z kraju przez Argentynę i Ekwador, posługując się paszportem włoskim. Z ustaleń brazylijskich śledczych, na które powołuje się CNN Brasil, polityk i jego bliski krąg przemieścili się z Brazylii do Argentyny dwoma vanami. W jednym z pojazdów jechał sam senator, a w drugim jego żona i dwie córki.
Zgodnie z tymi samymi ustaleniami już 19 października, na kilka dni przed drugą turą głosowania, do Brazylii przybył były agent izraelskiego wywiadu Mosad, posiadający obywatelstwo amerykańskie. Mężczyzna ten znajdował się w pojeździe z brazylijskim politykiem w momencie przekraczania granicy, choć stacja nie podała jego nazwiska.
Argentyńskie media ustaliły, że w czasie operacji wyjazdu w przygranicznym mieście Puerto Iguazu przebywał Santiago Caputo, jeden z najbliższych współpracowników prezydenta Argentyny Javiera Mileia. Z kolei dziennik New York Times podał, powołując się na anonimowe źródła, że dalszy przelot prywatnym odrzutowcem z Argentyny do Stanów Zjednoczonych został zaaranżowany przez urzędnika Białego Domu Jasona Millera.
Stanowisko Waszyngtonu i reakcje władz
Polityk wyraził wdzięczność za otrzymane wsparcie, wskazując na rolę przywódców USA i Argentyny w całym procesie. Argentyńskie władze potwierdziły jedynie, że polityk wraz z rodziną wjechał do kraju na podstawie ważnych dokumentów.
Amerykański sekretarz stanu Marco Rubio zaprzeczył w sobotę w Atlantzie, jakoby rząd Stanów Zjednoczonych oficjalnie pomagał w wyjeździe byłego prezydenta Brazylii, a administracja nie była bezpośrednio zaangażowana w żadne z podjętych działań. Rubio dodał, że administracja dowiedziała się o jego przybyciu, a Donald Trump podjął decyzję o zezwoleniu mu na wjazd.
Prezydent USA Donald Trump oświadczył, że brazylijski senator może pozostać w Stanach Zjednoczonych tak długo, jak zechce, oceniając, że potraktowano go bardzo źle. Równocześnie źródła agencji Reutera wskazują, że amerykańska administracja nie zamierza oficjalnie uznawać Bolsonaro za głowę państwa.
