Przyjazd na Florydę i pierwsze oświadczenia

Flávio Bolsonaro wylądował w środę na lotnisku Opa-Locka Executive Airport w pobliżu Miami, korzystając z prywatnego odrzutowca, i przebywa obecnie na Florydzie. W swoim pierwszym publicznym oświadczeniu po przyjeździe do USA polityk stanowczo zaprzeczył, jakoby uciekł z Brazylii, argumentując, że jego wyjazd służy dobru kraju i pozwala mu uniknąć reżimu wyjątkowego.

Bolsonaro oświadczył publicznie, że nie uciekł z Brazylii i uważa się za prawowitego lidera, początkowo określając się we wpisie na platformie X mianem „wybranego prezydenta” oraz ofiary „zamachu wyborczego”. W późniejszej, zaktualizowanej wersji oświadczenia usunął pierwotne określenie, zastępując je stwierdzeniem, że jest prawowitym „przywódcą” narodu brazylijskiego, a także podziękował prezydentowi Donaldowi Trumpowi za powitanie.

Konflikt z brazylijskim systemem prawnym

Wyjazd polityka nastąpił po 48 godzinach od ogłoszenia wyników wyborów, w których przegrał z Luizem Inácio Lulą da Silvą. Bolsonaro jest objęty dochodzeniami prowadzonymi przez Sąd Najwyższy Brazylii w związku z podejrzeniami o korupcję, pranie brudnych pieniędzy oraz uchylanie się od opodatkowania.

Brazylijski sąd wydał wcześniej nakaz przekazania paszportów przez polityka, jednak mimo to zdołał on opuścić kraj, podróżując przez Argentynę i Ekwador wraz z żoną i dwiema córkami. Sam Bolsonaro utrzymuje, że przeciwko niemu nie toczą się żadne formalne nakazy aresztowania, a zarzuty wobec niego uważa za motywowaną politycznie nagonkę.

Reakcje Luli i administracji USA

Prezydent Luiz Inácio Lula da Silva skrytykował wyjazd Bolsonaro, nazywając go „haniebnym” aktem i wyrażając żal, że polityk nie pozostał w kraju, aby oczyścić się z zarzutów. Brazylijski szef organu wyborczego, Kassio Nunes Marques, podkreślił w oświadczeniu, że wybory przebiegły zgodnie z wymogami konstytucyjnymi.

Prezydent Donald Trump, którego administracja utrzymuje silne więzi z rodziną Bolsonaro, przyznał w rozmowie z dziennikarzami, że wybory w Brazylii były „bardzo dziwne”, jednak odmówił bezpośredniego zaangażowania się w roszczenia Flavio Bolsonaro do prezydentury. Waszyngton oficjalnie zaprzecza oskarżeniom Luli o ingerencję w sprawy wewnętrzne Brazylii i współudział w ułatwieniu wyjazdu członkom rodziny Bolsonaro.