Wzmożony ruch wojskowych maszyn nad Polską i Europą
W polskiej przestrzeni powietrznej odnotowano obecność licznych samolotów wojskowych w ramach niezapowiedzianych manewrów NATO prowadzonych w ramach misji Eastern Sentry. Zagraniczna platforma Flight Radar 24 podała, że nad Polską operowało kilkadziesiąt maszyn, w tym latające cysterny czy samoloty AWACS, które zauważyć mogli mieszkańci Szczecina, Bydgoszczy, Poznania czy Trójmiasta. Ekspert Łukasz Pacholski z Zespołu Badań i Analiz Militarnych tłumaczył, że we wtorek maszyny wojskowe operowały nad całą Europą.
Aktywność samolotów należących do państw Sojuszu Północnoatlantyckiego odnotowano także w szwedzkiej, fińskiej, duńskiej czy litewskiej przestrzeni powietrznej, a powód początkowo nie był oficjalnie znany. W czwartek ponownie odnotowano wzmożoną liczbę samolotów nad północną Polską, co spotkało się z komentarzami ekspertów wskazującymi na militarny sygnał wysyłany w stronę Moskwy.
Debiut specjalistycznych maszyn walki elektronicznej
Dziennik „Fakt” zwrócił uwagę na komunikat dowództwa informujący o ćwiczeniach nad północnym terytorium Polski, jednak zastanawiająca była obecność m.in. amerykańskiego samolotu bojowego EA-37B Compass Call. Maszyna ta potrafi zakłócać radary oraz systemy elektroniczne i łączności.
– Są to bardzo wyspecjalizowane maszyny przeznaczone do zadań walki elektronicznej.
Mogą zakłócać bądź dezorganizować prace dowolnych urządzeń – mówił Dariusz Wiaderski, dziennikarz miesięcznika „Wojska i Techniki”, dodając, że powodują one, iż obrona przeciwlotnicza pozostaje ślepa. Przyznał on również, że maszyna ta pojawiła się w Europie Środkowej po raz pierwszy. Przedstawiciel portalu MILMAG szacował, że w powietrzu znajdowało się od 40 do 60 maszyn, z których nie wszystkie miały włączone transpondery.
Według jego oceny nagłe ćwiczenia mogły stanowić odpowiedź Sojuszu na doniesienia „The Wall Street Journal” o możliwym ataku Rosji na państwa bałtyckie, mając na celu odstraszenie Kremla od takich planów.
Strategia odstraszania i gotowość do walki
We wtorek z okolic obwodu królewieckiego oraz północy Norwegii wystartował samolot rozpoznawczy NATO typu AWACS oraz amerykańskie i norweskie samoloty bojowe, a w ćwiczeniach uczestniczyły także polskie siły lądowe. Manewry w północno-wschodniej części obszaru sojuszu miały na celu odstraszenie Moskwy i zademonstrowanie, że państwa sojusznicze są gotowe do natychmiastowego działania oraz odparcia potencjalnego ataku w trybie określanym w żargonie jako fight tonight.
W sojuszu rośnie nerwowość związana z nasilającą się agresją Rosji wobec państw zachodnich, a przeprowadzenie przez nią ograniczonego uderzenia militarnego uważa się w wewnętrznych kręgach za realny scenariusz. Za bardziej prawdopodobny analitycy uznają jednak atak hybrydowy łączący środki wojskowe i niewojskowe, przy którym trudno ustalić sprawcę. Amerykańskie służby wywiadowcze zakładają, że takie działania mogą wystąpić już od jesieni, czemu sprzyja podstępna strategia Kremla wymierzona w jedność Zachodu.
Podstępna strategia Kremla i ryzyko ataków hybrydowych
Decyzja NATO o zwiększeniu wydatków na obronę oraz wsparciu Ukrainy spotyka się z przeciwdziałaniem Moskwy, która próbuje sprowokować rozłam i testować reakcje na ataki pod fałszywą flagą. Litewski minister obrony Robertas Kaunas wskazywał, że Rosja mogłaby w tym celu wykorzystać przechwycone ukraińskie drony do ataków na infrastrukturę krytyczną.
Służby ostrzegają także przed szerokokrojonymi cyberatakami mogącymi wywołać awarię zasilania i panikę ludności, w co oprócz Rosji mogą angażować się również inne państwa. Austriacki analityk wojskowy Markus Reisner z ministerstwa obrony w Wiedniu podkreśla, że otwarty atak zbrojny wzmocniłby NATO, dlatego Moskwa woli działać w szarej strefie za pomocą prowokacji i operacji hybrydowych.
Celem takich działań, obejmujących także groźby nuklearne i nękanie firm zbrojeniowych, jest wywołanie strachu i skłonienie zachodnich społeczeństw do ograniczenia wsparcia dla Kijowa, bez którego obrona Ukrainy nie byłaby możliwa.
Geopolityczne wyzwania w regionie bałtyckim i nordyckim
Przeprowadzone manewry miały również pokazać obecność Sojuszu w newralgicznych punktach, takich jak północ Norwegii uznawana za bramę do ataku z zaskoczenia.
Z kolei w obwodzie królewieckim Rosja od lat utrzymuje rakiety Iskander oraz samoloty z pociskami hipersonicznymi, co według ekspertów tworzy w NATO lukę w zdolnościach odstraszania.
Rozwiązaniem tego problemu mogłoby być rozmieszczenie zachodnich systemów dalekosiężnych, takich jak pociski Tomahawk, SM-6 czy Dark Eagle.
Prezydent USA Donald Trump po pewnych wahaniach wyraził już zgodę na dostawę pocisków Tomahawk do Niemiec, choć dokładny harmonogram pozostaje niejasny.
