Decyzja sądu w Warszawie i zakaz prezentowania tez o katastrofie
Sąd Okręgowy w Warszawie przychylił się do powództwa prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego, który domagał się ochrony dóbr osobistych w związku z wieloletnimi działaniami Zbigniewa Komosy. Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok w tej sprawie w środę, 28 października. Spór dotyczył wieńców z kontrowersyjnymi napisami składanych przez aktywistę pod pomnikiem upamiętniającym ofiary tragedii z 10 kwietnia 2010 roku na warszawskim placu Piłsudskiego.
W środę sąd zakazał pozwanemu publicznego prezentowania twierdzeń, przypuszczeń, spekulacji oraz sugestii przypisujących Lechowi Kaczyńskiemu odpowiedzialność za katastrofę lub wywieranie wpływu na decyzję pilotów w przedmiocie lądowania.
Sprecyzowano, że zakaz ma obowiązywać w dowolnej technice, formie i sposobie prezentacji. Rozstrzygnięcie odnosi się zatem nie tylko do napisów umieszczanych na wieńcach podczas miesięcznic smoleńskich, ale również do wszelkich innych form publicznego przedstawiania takich oskarżeń. Jarosław Kaczyński argumentował w pozwie, że inicjatywy aktywisty naruszają jego prawo do pielęgnowania pamięci o zmarłym bracie.
Nakaz przeprosin, wpłata na cel charytatywny i reakcje stron
Poza zakazem publikacji wskazanych treści sąd zobowiązał Zbigniewa Komosę do uiszczenia kwoty 30 000 złotych na rzecz Stowarzyszenia na rzecz wspierania hospicjum im. Jana Pawła II w Ostrowcu Świętokrzyskim. Pozwany musi również opublikować oświadczenie z przeprosinami skierowane do prezesa PiS, w którym znajdzie się deklaracja o naruszaniu dóbr osobistych od 10 lutego 2020 roku oraz przyznanie, że brak było podstaw do sformułowania oskarżeń pod adresem byłego prezydenta.
Wyrok sądu I instancji nie jest prawomocny i przysługuje od niego apelacja. Zbigniew Komosa zapowiedział już, że nie zgadza się z orzeczeniem i zamierza złożyć apelację, sygnalizując zarazem możliwość ponownego pojawienia się podczas obchodów miesięcznicowych.
Nie ma zgody na kłamliwą, ruską propagandę w przestrzeni publicznej!
Sprawa wywołała szeroki oddźwięk w środowiskach politycznych, a wyrok I instancji spotkał się z licznymi komentarzami parlamentarzystów i publicystów.
