Ostre starcie w mediach społecznościowych i kwestia ambasadorów
Napięte relacje między resortem spraw zagranicznych a Pałacem Prezydenckim zaostrzyły się po wymianie wpisów w mediach społecznościowych. Szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz zarzucił szefowi dyplomacji Radosławowi Sikorskiemu kłamstwo i manipulację w sprawie braku realizacji ustaleń dotyczących placówek dyplomatycznych. Według prezydenckiego ministra porozumienie między prezydentem a ministrem spraw zagranicznych zostało osiągnięte, lecz zablokował je szef rządu Donald Tusk.
Przedstawiciel Kancelarii Prezydenta odniósł się także do kwestii konkretnych placówek, wskazując, że ustalenia dotyczyły wielu ambasad, a nie tylko Waszyngtonu, gdzie w randze charge d'affaires placówką kieruje Bogdan Klich. Jak twierdzi Przydacz, wcześniejsza kandydatura na to stanowisko była w pełni zaaprobowana przez szefa MSZ, a spór nie rozbił się o nazwisko doradcy prezydenta, którego miało nie być w uzgodnionym pakiecie.
Kandydatura na Waszyngton była inna i w pełni zaaprobowana przez p. Sikorskiego. MSZ dziś po prostu kłamie. Niestety bez zaskoczeń. W sytuacji, kiedy minister został upokorzony przez swojego szefa, próbuje salwować się manipulacją i kłamstwem. Musi odreagować poprzez to, co potrafi najlepiej - chamstwem. Nihil novi. Tylko Polski szkoda
Reaguje rzecznik MSZ i wytyka brak podpisanych dokumentów
Na zarzuty i ostrą krytykę ze strony Marcina Przydacza odpowiedział rzecznik resortu spraw zagranicznych Maciej Wewiór. Rzecznik MSZ Maciej Wewiór odpowiedział na wpis Przydacza, wytykając mu brak faktów oraz brak podpisanej lub parafowanej treści porozumienia. Wskazał on również na długotrwały impas w relacjach na linii prezydent-rząd, podając jako przykład bilans oczekiwania na decyzje Pałacu Prezydenckiego i przypominając, że na podpisanie czeka obecnie 46 wniosków ambasadorskich, a opóźnienie wynosi już 448 dni.
Maciej Wewiór zażądał od prezydenckiego ministra przedstawienia dowodów na istnienie rzekomego porozumienia. Podkreślił, że samo sondowanie nazwisk nie jest równoznaczne ze zgodą na konkretne kandydatury, a do ostatecznych nominacji ambasadorskich niezbędna jest również kontrasygnata premiera. Rzecznik MSZ ocenił, że personalne ataki na szefa dyplomacji nie służą interesom polskiej polityki zagranicznej.
Znów ten sam repertuar — personalne wycieczki, »kłamstwa«, »manipulacje«, »chamstwo«, tylko dalej faktów brak