Geneza i skala protestów

Fala protestów rozpoczęła się 21 września w regionie paryskim, a konkretnie w liceum w Créteil, po czym szybko rozszerzyła się na cały kraj, obejmując setki placówek edukacyjnych. Uczniowie, do których dołączyli studenci, domagają się zwiększenia nakładów na oświatę, poprawy stanu infrastruktury, uzupełnienia braków kadrowych oraz zapewnienia zastępstw za nieobecnych nauczycieli. Młodzież protestuje również przeciwko przeciążeniu zajęciami i presji związanej z systemem rekrutacji na studia Parcoursup.

Przemoc i interwencje policji

Wielu demonstracjom towarzyszą akty wandalizmu, w tym podpalenia budynków szkolnych, niszczenie mienia oraz ataki na funkcjonariuszy. W środę 1 października aresztowano 625 osób, a w czwartek liczba ta wzrosła, według danych ministra spraw wewnętrznych Laurenta Nuñeza, do blisko 2 tysięcy zatrzymań tylko tego dnia. Łącznie bilans osób zatrzymanych od poniedziałku przez organy ścigania sięga niemal 4 tysięcy.

Skutki zamieszek

Bilans rannych osób wciąż rośnie; resort edukacji informował o 119 poszkodowanych uczniach i 65 pracownikach oświaty. Wśród poszkodowanych znalazł się m.in. dyrektor liceum w Auchel, który trafił do szpitala po uderzeniu pociskiem z fajerwerku. Minister edukacji Édouard Geffray zapowiedział, że ze względu na zniszczenia i brak bezpieczeństwa, w piątek zamkniętych zostanie ponad 400 placówek, a lekcje będą prowadzone w trybie zdalnym.

Rządowe ustępstwa i reakcje polityczne

Premier Sébastien Lecornu zwołał międzyresortowy sztab kryzysowy w celu opanowania sytuacji. W ramach działań łagodzących napięcia rząd wycofał się z kontrowersyjnego zapisu w budżecie na 2027 rok, dotyczącego wprowadzenia opłat za studia zawodowe BTS oraz klasy przygotowawcze do prestiżowych uczelni. Rząd zapowiedział również uruchomienie platformy konsultacyjnej dla uczniów.

Jednak żadna z tych kwestii spornych ani żadne z tych obaw nie usprawiedliwiają przemocy. I w żadnym wypadku przywódcy polityczni nie mogą legitymizować przemocy

Emmanuel Macron

LFI zawsze opowiadała się za demonstracjami bez przemocy

Louis Boyard

Politycy rządowi sugerują, że za eskalację protestów odpowiadają środowiska skrajnej lewicy związane z partią Niepokorna Francja. Liderzy ugrupowania odpierają te oskarżenia, wskazując na odpowiedzialność prezydenta za sytuację w szkolnictwie i politykę rządu.