Głośna interwencja na Białołęce
Sprawa dotyczy zdarzenia z sierpnia 2026 roku, kiedy to Monika Horna-Cieślak zgłosiła policji incydent na Białołęce dotyczący szarpania dziecka przez kobietę. Po zwróceniu uwagi i otrzymaniu wulgarnej odpowiedzi, rzeczniczka powiadomila policję. W efekcie wobec rodziców wydano nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci, które następnie umieszczono w placówce opiekuńczo-wychowawczej.
Sąd rodzinny w ocenie działań Rzeczniczki Praw Dziecka wskazał, że mogą one nosić znamiona „przemocy instytucjonalnej”, a uruchomiona machina państwowa była nieproporcjonalna do incydentu. Sędzia zakwestionował również argumenty dotyczące zagrożenia, w tym wzmiankę o znalezieniu w domu dwóch butelek piwa, określając ją jako całkowicie chybioną.
Stanowisko Moniki Horny-Cieślak
Monika Horna-Cieślak konsekwentnie broni podjętych kroków, argumentując, że zna akta sprawy i była świadkiem przemocy domowej. Podczas wywiadu w Radiu RMF24 podkreśliła, że analiza czynników ryzyka przeprowadzona przez jej urząd wskazywała na realne zagrożenie życia i zdrowia dzieci. Rzeczniczka stanowczo odrzuciła krytyczne orzeczenie sądu, uznając konieczność reagowania przed wystąpieniem tragedii.
Kontrole w biurze RPD
Odnosząc się do niedawnej wizyty funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego w biurze Rzecznika Praw Dziecka, Horna-Cieślak zapewniła o pełnej współpracy ze śledczymi ze Szczecina. Podkreśliła, że dokumenty w sprawie zostały przekazane dobrowolnie, a w przestrzeni medialnej krążą nieprawdziwe informacje na temat przebiegu działań.
Zarzuty o mobbing
Rzeczniczka skomentowała również doniesienia o domniemanym mobbingu w swoim biurze, zaznaczając, że do tej pory nie wpłynął żaden pozew sądowy w tej sprawie. Wskazała, że toczące się obecnie dwie sprawy dotyczą przywrócenia do pracy, a sama praca urzędu pozostaje stabilna, o czym świadczy rekordowa liczba ponad 11 tysięcy wrześniowych zgłoszeń.
