Historia interwencji i nowe ustalenia

Sprawa rodziny z Białołęki stała się szeroko komentowana w sierpniu 2026 roku, gdy Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak podjęła działania wobec matki, która w miejscu publicznym krzyczała na czteroletnie dziecko. Początkowe doniesienia medialne, wywodzące się m.in. z serwisu Zero.pl, sugerowały bezduszność urzędników i wskazywały, że przyczyną odebrania dzieci była rzekomo obecność dwóch piw w lodówce. W efekcie politycy żądali dymisji rzeczniczki, a w mediach zapadły szybkie wyroki oceniające jej zachowanie jako formę przemocy instytucjonalnej.

Dziennikarz Wirtualnej Polski Michał Janczura, analizując dokumentację dotyczącą rodziny, wskazał na 12 punktów zapalnych, o których dotychczas nie informowano. Historia zaczyna się w 2024 roku, gdy sąd ograniczył matce władzę rodzicielską i ustanowił nadzór kuratora ze względu na stosowane metody wychowawcze. W kolejnych latach służby wielokrotnie odnotowywały niepokojące zdarzenia, w tym interwencje policji związane z agresywnym zachowaniem partnera matki oraz zgłoszenia dotyczące zaniedbań opiekuńczych.

Sygnały o zagrożeniu w dokumentach

Z ustaleń dziennikarskich wynika, że rodzina była objęta nadzorem przez długi czas, a w sprawę angażowały się zespoły interdyscyplinarne ds. przeciwdziałania przemocy domowej. Wobec rodziny wydano łącznie więcej niż jedną Niebieską Kartę, z czego pierwszą wdrożono w kwietniu 2025 roku, wskazując matkę jako osobę stosującą przemoc. W 2026 roku nałożono kolejną, drugą Niebieską Kartę, a w kwietniu tego samego roku sąd rodzinny zażądał od policji wzmożonego nadzoru, nie wykluczając konieczności interwencyjnego odebrania dzieci.

Dokumenty ujawniają także problemy natury bytowej i zdrowotnej małoletnich, w tym obecność owadów w mieszkaniu oraz nieprzestrzeganie zaleceń lekarskich dotyczących niskiej masy ciała dzieci. Ponadto partner kobiety, z którym zamieszkała na Białołęce, był osobą agresywną, w tym wobec kuratora, a w przeszłości miał być skazany za rozbój oraz posiadanie narkotyków. Mimo tych ustaleń, sądy kilkukrotnie podejmowały decyzje o pozostawieniu dzieci przy matce, co budzi pytania o skuteczność systemu ochronnego.

Kontrowersje wokół działań sądu i RPD

Podczas spotkania w Komendzie Stołecznej Policji, Rzeczniczka Praw Dziecka przedstawiła historię rodziny, w tym informacje o Niebieskich Kartach i unikaniu współpracy ze strony matki. Dziennikarz WP ujawnił, że w trakcie tych czynności konsultowano się z kuratorem, co w opinii sądu miało być działaniem bezprawnym. Eksperci i praktycy, z którymi rozmawiał Janczura, wskazują jednak, że wymiana informacji między sądami jest standardową procedurą mającą zapobiegać błędom.

Pytałem sędziów rodzinnych, kuratorów zawodowych, społecznych i przecierają oczy ze zdziwienia, bo telefon kuratora z jednego sądu do drugiego nie jest złamaniem prawa, a wręcz standardową procedurą, która ma pomóc uniknąć jakichś błędów, pomyłek, przeoczenia czegoś. Co miał sąd na myśli? Nie wiem, może ja coś źle rozumiem

Michał Janczura

Publikacja Michała Janczury spotkała się z szerokim odzewem w środowisku eksperckim i politycznym. Minister Katarzyna Kotula oraz działacze społeczni podkreślają, że materiał WP rzetelnie pokazuje skalę systemowych problemów w ochronie dzieci. Z kolei krytycy wcześniejszych narracji wskazują, że sprawa wymagała głębszej weryfikacji, zanim została wykorzystana do ataków medialnych.