Spór o skład Rady Bezpieczeństwa Narodowego
Przed zaplanowanym na wtorek, 3 listopada posiedzeniem Rady Bezpieczeństwa Narodowego narasta konflikt między Pałacem Prezydenckim a obozem rządzącym. Głównym tematem obrad zwołanych przez prezydenta Karola Nawrockiego ma być bieżąca sytuacja w zakresie bezpieczeństwa państwa oraz plany utworzenia w Polsce stałej bazy wojsk amerykańskich. Sprzeciw przedstawicieli koalicji rządzącej wzbudził jednak udział w spotkaniu posłów Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna.
Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty skierował do prezydenta pismo z apelem o rozważenie braku zaproszenia dla tej formacji parlamentarnej. Ostro wypowiedzieli się również inni ministrowie, w tym szef MSZ Radosław Sikorski, który oświadczył, że przy przedstawicielach tego środowiska o bezpieczeństwie rozmawiać nie zamierza. Szef MSWiA Marcin Kierwiński ocenił ich jako osoby będące agentami wpływu ze Wschodu, a rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz wskazał, że koalicja dysponująca większością w Sejmie mogłaby zmienić przepisy, jeśli kwestionuje obecność posłów.
Stanowisko Kancelarii Prezydenta
Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki zdecydowanie odrzucił żądania koalicji rządzącej i stanął w obronie zasad demokratycznej reprezentacji. W swoich wypowiedziach przypomniał, że w posiedzeniach Rady Bezpieczeństwa Narodowego tradycyjnie biorą udział reprezentanci wszystkich klubów i kół parlamentarnych.
Bogucki zauważył, że choć sam w wielu kwestiach skrajnie nie zgadza się z poglądami polityków tworzących koło Konfederacji Korony Polskiej, to demokratyczny wybór obywateli musi być respektowany. Odniósł się również do kwestii ochrony informacji niejawnych, wskazując, że odpowiedzialność za kontrolowanie służb specjalnych ponosi rząd premiera Donalda Tuska.
Jako szef Kancelarii Prezydenta muszę być legalistą, jestem państwowcem, jestem demokratą, opieram się na informacjach, które dostajemy od służb, od służb kontrolowanych przez ten rząd, przez premiera Donalda Tuska. Nie ma tam takich przeciwwskazań
Kwestia informacji od służb
Szef KPRP argumentował, że jeśli administracja rządowa dysponuje rzetelnymi dowodami lub podejrzeniami dotyczącymi zagrożeń związanych z obecnością konkretnego posła na niejawnym posiedzeniu, informacje te powinny zostać oficjalnie przekazane prezydentowi. Zaznaczył, że publiczne oskarżenia bez poparcia faktami ze strony resortów spraw wewnętrznych czy koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka nie mogą stanowić podstawy do łamania utartych zwyczajów konstytucyjnych.
Jeżeli taka informacja nie trafia, a ja słyszę wypowiedzi na przykład ministra Kierwińskiego, czyli szefa MSWiA, to powinien on porozmawiać ze swoim kolegą, koordynatorem służb specjalnych, panem Siemoniakiem, oraz z panem premierem i ustalić zeznania. Czy mają kwity? Czy mają jakieś podejrzenia, czy też nie?
Podkreślił także, że wykluczanie wyłonionych w wolnych wyborach parlamentarzystów na podstawie arbitralnych decyzji rządzących stanowiłoby zagrożenie dla samej istoty demokracji. Zwrócił przy tym uwagę, że Sejm pod kierownictwem marszałka Czarzastego organizuje własne posiedzenia niejawne poświęcone bezpieczeństwu, w których posłowie tego ugrupowania biorą udział. W jego ocenie próby selekcjonowania polityków dopuszczanych do debat o państwie są niebezpiecznym precedensem.
