Zawieszenie restrykcji wobec Moskwy
Prezydent USA Donald Trump zdecydował o wstrzymaniu wejścia w życie nowych sankcji gospodarczych wymierzonych w Rosję. Restrykcje te, wynikające z ustawy podpisanej przez prezydenta we wrześniu, miały zacząć automatycznie obowiązywać 18 października. W wydanym w piątek dekrecie prezydent podkreślił, że zwolnienie z tych obostrzeń jest obecnie zgodne z interesem narodowym Stanów Zjednoczonych, a Biały Dom przekazał już stosowny raport w tej sprawie do Kongresu.
Ustawa, nazwana na cześć zmarłego senatora Lindseya Grahama, zakładała nałożenie wysokich ceł na rosyjskie towary, w tym ropę, gaz oraz produkty naftowe, z możliwością sięgnięcia nawet 500 procent stawek celnych. Przepisy te pozwalały również na nakładanie kar na państwa będące największymi odbiorcami rosyjskich surowców energetycznych, co w praktyce mogło objąć takie kraje jak Chiny czy Indie.
Umowa na dostawy rosyjskiego oleju napędowego
Decyzja o wstrzymaniu sankcji jest bezpośrednio powiązana z porozumieniem, które Donald Trump osiągnął z Władimirem Putinem. W ramach tej umowy Rosja ma dostarczyć łącznie 4,8 mln ton oleju napędowego na rynek amerykański oraz globalny, co ma pomóc w obniżeniu gwałtownie rosnących cen paliw, które od czasu wybuchu wojny w Iranie w lutym wzrosły o blisko 70 procent. W związku z tym ustaleniem, sankcje na rosyjskie paliwo zostały zawieszone do kwietnia 2027 roku.
Krytyka polityczna i reakcje międzynarodowe
Posunięcie prezydenta wywołało falę sprzeciwu zarówno wśród Demokratów, jak i przedstawicieli własnej partii. Senator Thom Tillis ocenił, że działania prezydenta mogą wykraczać poza obowiązujące prawo, podkreślając, iż Rosja pozostaje agresorem w wojnie z Ukrainą. Z kolei prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski dał do zrozumienia, że czuje się oszukany przez stronę amerykańską w związku z zawarciem przez Trumpa umowy z Kremlem oraz późniejszymi groźbami pod adresem Kijowa.
Senator Darline Graham, która zdobyła mandat w wyborach uzupełniających na miejsce po swoim zmarłym bracie, dotychczas nie odniosła się krytycznie do decyzji prezydenta, mimo że wcześniej promowała ustawę imienia Lindseya Grahama jako kluczowy element własnej kampanii wyborczej.
