Retoryka zastraszania czy realne zagrożenie?

Doniesienia medialne, w tym informacje agencji Bloomberg, sugerują rosnącą skłonność Rosji do użycia taktycznej broni jądrowej w związku z eskalacją wojny w Ukrainie. Thomas Wright, były dyrektor ds. planowania strategicznego w amerykańskiej Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, ocenia te sygnały jako celowe działanie mające na celu wywołanie niepokoju na Zachodzie.

Ekspert podkreśla, że obecna sytuacja różni się od jesieni 2022 roku, kiedy amerykański wywiad dysponował twardymi danymi o przygotowaniach Rosji do użycia broni atomowej w odpowiedzi na możliwe załamanie linii frontu. W rozmowie z PAP analityk stwierdził: „Rosjanie przekazali Bloombergowi w Moskwie, że jest taka możliwość, bo chcieli nas zaniepokoić, wywołać obawę, że sytuacja wymknie się spod kontroli”.

Obecnie administracja USA nie posiada sygnałów świadczących o realnych przygotowaniach do ataku jądrowego, dlatego eksperci radzą, aby nie traktować tych gróźb zbyt poważnie.

Ryzyko eskalacji wobec krajów bałtyckich

Mimo sceptycyzmu wobec gróźb nuklearnych, Thomas Wright ostrzega przed ryzykiem działań konwencjonalnych. Jego zdaniem Kreml czuje, że może bezkarnie prowadzić działania poniżej progu pełnoskalowej wojny, ponieważ Stany Zjednoczone nie narzucają Rosji wystarczających kosztów za wspieranie ataków dalekiego zasięgu.

Ekspert wskazuje, że następnym krokiem Kremla może być próba poważniejszego ataku na kraje bałtyckie. „Jeśli takie zagrożenie istnieje, to będzie chodziło raczej o przetestowanie NATO, o stwierdzenie, że Sojusz nie zdaje egzaminu, i o próbę złamania go w jakiś sposób” – podkreślił Wright.

Cel wizyty szefa CIA w Moskwie

Niedawna podróż dyrektora CIA Johna Ratcliffe’a do Moskwy jest przez analityków łączona z obawami o eskalację działań Rosji. Choć prezydent Donald Trump nazwał wizytę sprawą „na wpół rutynową”, Wright ocenia, że amerykańska administracja miała poważne powody do niepokoju.

Istnieją rozbieżne doniesienia dotyczące celu tej wizyty. „Wall Street Journal” oraz Politico wskazywały na ostrzeżenie przed atakiem na kraje bałtyckie, natomiast „New York Times” informował o wezwaniu do zakończenia wojny w Ukrainie. Wright uważa, że wersje te mogą się uzupełniać, a Amerykanie prawdopodobnie chcieli jednocześnie ostrzec Moskwę i zbadać grunt pod ewentualne negocjacje.

Według eksperta możliwe jest również, że rozmowy w Moskwie dotyczyły kwestii Iranu, a urzędnicy administracji USA mogli próbować korygować przekaz medialny, by był on bardziej spójny z deklaracjami prezydenta Trumpa.

Stanowisko prezydenta USA

Prezydent Donald Trump bagatelizuje zagrożenie ze strony Rosji. Po rozmowach z Władimirem Putinem amerykański przywódca zapewnił, że Moskwa nie zaatakuje terytorium Sojuszu. „Odbyłem z nim dobre rozmowy. Nie będzie atakował terytorium NATO” – oświadczył Trump.

Wright przyznaje, że choć bezpieczeństwo Europy może nie być priorytetem dla obecnego prezydenta USA, to atak na NATO byłby dla niego ogromnym problemem politycznym. Ekspert podsumowuje, że podjęcie działań zapobiegawczych jest w tym kontekście uzasadnione, stosując zasadę, iż „lepiej jest zapobiegać niż leczyć”.