Decyzja Białego Domu o zawieszeniu sankcji
Prezydent USA Donald Trump zdecydował o wstrzymaniu stosowania niektórych restrykcji handlowych wymierzonych w Rosję, wynikających z ustawy nazwanej od nazwiska nieżyjącego już senatora Lindseya Grahama, którą prezydent podpisał we wrześniu, a wcześniej dokument ten poparł Senat USA.
Amerykański przywódca przekazał Kongresowi oświadczenie, w którym Donald Trump powołał się w rozporządzeniu na fakt, że udzielenie odstępstwa na obecnym etapie leży w interesie narodowym Stanów Zjednoczonych, stwierdzając, że wydanie takiego zwolnienia jest obecnie podyktowane realizacją amerykańskich celów strategicznych. Ustawa ta wprowadzała m.in. możliwość nałożenia ceł w wysokości do 100 proc. na kraje będące głównymi nabywcami rosyjskich surowców, a także sankcje wymierzone w tzw. flotę cieni.
W opublikowanym w piątek wieczorem dekrecie prezydent poinformował o rezygnacji z planów podniesienia ceł na importowane z Rosji towary, w tym gaz, ropę oraz produkty naftowe, które docelowo miały zostać podwyższone do poziomu 500 proc. Dokument, o którym mowa, został wcześniej poparty w Senacie USA zdecydowaną większością 86 głosów, a jego pierwotnym założeniem było zintensyfikowanie presji na Moskwę w odpowiedzi na prowadzone przez nią działania zbrojne na Ukrainie.
Już 9 października Donald Trump porozumiał się z Władimirem Putinem w sprawie importu 4,8 mln ton rosyjskiego oleju napędowego, zakładając dostawy surowca w ciągu najbliższych miesięcy do Stanów Zjednoczonych oraz innych państw. Decyzja ta wiąże się również z zawieszeniem sankcji na rosyjskie paliwa, które ma obowiązywać do kwietnia 2027 roku.
Reakcje międzynarodowe i krajowe
Zawieszenie ustawy Grahama przez administrację Trumpa to ważny i prawdziwie historyczny moment
Wspomniane stanowisko Kremla uzupełnił Kiriłł Dmitrijew, doradca Władimira Putina, który nazwał zawieszenie ustawy Grahama historycznym momentem we wpisie na platformie X, wskazując na znaczenie współpracy gospodarczej dla budowania zaufania i osiągania trwałego pokoju.
Poseł Roman Giertych w mediach społecznościowych oskarżył Trumpa o bycie sojalnikiem Putina, co połączył z komentarzem dotyczącym polskiej sceny politycznej. Z kolei Donald Tusk podczas spotkania z premierem Norwegii wskazał, że wszelkie próby łagodzenia restrykcji wobec Moskwy mogą jedynie ośmielać Rosję do dalszych agresywnych działań.
Po ogłoszeniu tego stanowiska przez Waszyngton swoje oświadczenia przedstawili Ursula von der Leyen, Antonio Costa oraz Wołodymyr Zełenski, podkreślając przy tym stałe wsparcie dla strony ukraińskiej. W Brukseli trwają już prace nad 22. pakietem restrykcji, a przedstawiciele unijni jasno zadeklarowali, że nie dojdzie do zniesienia obecnych ograniczeń, dopóki Rosja nie zakończy działań wojennych.
Szerszy kontekst relacji z Kijowem
Zmiana amerykańskiego kursu politycznego koresponduje z wcześniejszymi napięciami w relacjach z Ukrainą, dotyczącymi m.in. ataków na rosyjską infrastrukturę naftową. Waszyngton miał wywierać presję na Kijów poprzez ograniczenie wsparcia wywiadowczego oraz przerwę w dostawach internetu, a Donald Trump w swoich niedawnych wypowiedziach publicznie krytykował prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.
Sytuacja ta nasila się w okresie, gdy relacje między amerykańskim przywódcą a ukraińskim prezydentem Wołodymyrem Zełenskim stają się coraz bardziej napięte.
W wywiadzie dla stacji telewizyjnej NewsMax Donald Trump krytykował działania swojego poprzednika Joe Bidena wobec Ukrainy, wskazując na przekazanie bezpłatnie wielkich ilości sprzętu, w tym systemów Patriot i pocisków Tomahawk. Amerykański przywódca podkreślił, że obecnie USA zatrzymują część amunicji dla własnych potrzeb.
