Sytuacja finansowa i ogłoszenie upadłości szpitala
Szpital Miejski w Miastku (woj. pomorskie) ogłosił upadłość z powodu narastającego zadłużenia, które według wstępnych szacunków wynosi około 50 mln zł. Wcześniej mowa była o ponad 35 mln zł, a pod koniec lipca burmistrz wspominał o kwocie przekraczającej 40 mln zł. Problemy finansowe placówki narosły do tego stopnia, że w sierpniu podstawowe kontrakty szpitala z Narodowym Funduszem Zdrowia wygasły w związku z zaprzestaniem działalności leczniczej.
Przed ogłoszeniem upadłości kolejne oddziały i pracownie były systematycznie zawieszane. Oficjalna strona placówki informowała między innymi o zawieszeniu chirurgii, bloku operacyjnego, intensywnej opieki medycznej oraz rehabilitacji ambulatoryjnej. Burmistrz Miastka Jerzy Wójtowicz przekonuje jednak, że decyzja o upadłości nie musi oznaczać całkowitego zniknięcia opieki zdrowotnej z miasta, a jedynie koniec pewnego etapu.
O sytuacji w szpitalu w Miastku Wirtualna Polska pisała w lipcu i na początku sierpnia. Placówka ta miała umowę zawartą ze spółką neurochirurgów Spine na podobnych zasadach, jak placówka w Mogilnie: lekarze wykonywali tam krótkie zabiegi związane z leczeniem bólu kręgosłupa.
Rozliczano je jako znacznie droższe procedury szpitalne wymagające pełnej hospitalizacji, sali operacyjnej i zaplecza medycznego. W Miastku przeprowadzono ponad 2500 takich procedur, a w niektórych dniach lekarze mieli wykonywać nawet 77 zabiegów, mimo że oddział dysponował zaledwie 19 łóżkami.
Lekarze wystawiali mu rachunki sięgające 300 tys. zł za dzień pracy. Szpitalny oddział był zamknięty dla zwykłych pacjentów, ale kasa z NFZ płynęła.
Działalnością i tym szpitalem zainteresowały się CBA, prokuratura i NFZ. Wojewódzki konsultant ds. neurochirurgii, dr Wojciech Wasilewski, stwierdził w sporządzonym na prośbę NFZ raporcie, że mogło dojść do sporządzania fikcyjnej dokumentacji szpitalnej, która posłużyła do wyłudzania pieniędzy z NFZ.
W związku z tymi nieprawidłowościami Narodowy Fundusz Zdrowia nałożył na Szpital Miejski w Miastku karę w wysokości 13 mln 200 tys. zł.
Przyczyny kryzysu i polityczne dyskusje
Władze samorządowe wskazują, że problemy szpitala ciągnęły się od lat, a lecznica była za dużym obiektem na rzeczywiste możliwości finansowe miasta. Burmistrz Jerzy Wójtowicz przyznał wprost, że placówka żyła ponad stan. Istotnym czynnikiem pogłębiającym kryzys były wysokie koszty związane z zatrudnieniem kadry lekarskiej.
Kroplą, która przepełniła czarę, były wysokie zarobki niektórych pracujących tam medyków. Burmistrz wyjaśniał, że placówka musiała oferować niezwykle atrakcyjne wynagrodzenia, ponieważ za inne stawki lekarze po prostu nie chcieli tam przyjść. Taka polityka płacowa była niezbędna między innymi po to, aby utrzymać oddział wewnętrzny wyremontowany wcześniej ze środków unijnych i nie dopuścić do konieczności zwracania otrzymanej dotacji.
Decyzja o upadłości wywołała polemikę polityczną. Burmistrz Miastka odniósł się do zarzutów posłanki PiS Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk, która twierdziła, że włodarz nie chciał walczyć o szpital. Wójtowicz uznał te sugestie za nieuczciwe, argumentując, że działania naprawcze podejmował od 2,5 roku, a zadłużenie placówki przekraczało 25 mln zł już w 2021 roku.
Los zwolnionych pracowników i trudna sytuacja kadry
Upadłość szpitala oznacza, że pracę traci około 180 osób. Placówka była jednym z największych pracodawców w Miastku, a personel o ostatecznym zamknięciu dowiedział się w zaskakujący sposób. Jak relacjonowała sekretarka medyczna pani Kamila, pracownicy dowiadują się o wszystkim na końcu, a o fakcie ogłoszenia upadłości powiadomiono ich z zamieszczonego na portalu społecznościowym Facebook oświadczenia burmistrza.
Jak wspomina pani Kamila, w ciągu trzech lat pracy w szpitalu naliczyła około dziesięciu prezesów. Personel medyczny bez większego problemu znajdzie zatrudnienie w większych ośrodkach, takich jak szpital w Słupsku, jednak pracownicy administracyjni i inne osoby niezwiązane bezpośrednio z leczeniem będą miały poważny problem ze znalezieniem nowej pracy.
Gmina Miastko zapowiada wsparcie dla zwalnianych osób, przy czym zatrudnieni na umowach o pracę będą mogli najprawdopodobniej skorzystać z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Znacznie gorzej wygląda sytuacja osób pracujących na umowach zlecenia oraz kontraktach. Burmistrz przyznał, że gmina ma jeszcze środki przekazane wcześniej na wynagrodzenia i chce częściowo uregulować należności, jednak dla wszystkich nie starczy i część zaległych wypłat nie zostanie wypłacona. Według relacji pracowników szpital zalegał niektórym z nich z wypłatami nawet za trzy miesiące.
Reakcje mieszkańców i perspektywy opieki medycznej
Zamknięcie placówki wywołało duże oburzenie i niepokój wśród mieszkańców Miastka i okolic. Wraz z ograniczeniem działalności pacjenci muszą szukać pomocy w innych miastach, takich jak Słupsk, Bytów, Chojnice, Kościerzyna czy Człuchów, które są oddalone o kilkadziesiąt kilometrów. W samym Miastku nadal stacjonują dwa zespoły ratownictwa medycznego obsługujące nagłe zdarzenia.
Zatroskana pani Helena zwraca uwagę, że dla mieszkańców to duży problem logistyczny i konieczność dojeżdżania na zabiegi rehabilitacyjne pociągiem, ponieważ nie posiada własnego samochodu. Z kolei pani Anna, mająca syna z niepełnosprawnością, wskazuje na konieczność dojazdów do Słupska lub Bytowa oddalonych o 30 km, obwiniając za zaistniałą sytuację zarządzające placówką władze.
Samorząd zapowiada jednak zmiany właścicielskie, które mają uratować opiekę medyczną w mieście. Burmistrz Miastka poinformował, że istnieją już podmioty zainteresowane przejęciem opieki nad pacjentami, a gmina ma zamiar sprzedać budynki szpitala zupełnie innemu podmiotowi.