W sobotę na Islandii odbywa się referendum, w którym obywatele decydują o przyszłości relacji swojego kraju z Unią Europejską. Głosowanie poprzedziły intensywne kampanie, a 23 proc. uprawnionych skorzystało z możliwości oddania głosu przedterminowo. Pozostałe 180 tys. wyborców może udać się do urn do godziny 22 czasu lokalnego, przy czym w wybranych odległych gminach czas głosowania uległ skróceniu. Sondaże przeprowadzane w ostatnich dniach pokazują bardzo zbliżone poparcie dla obu stron.
We wtorkowym badaniu ośrodka Maskina za kontynuacją negocjacji opowiedziało się 51,3 proc. ankietowanych, podczas gdy przeciw było 48,7 proc. Z kolei czwartkowy sondaż Gallupa przyniósł odwrotne wyniki: 51,6 proc. przeciwników negocjacji wobec 48,4 proc. ich zwolenników. Przebieg głosowania jest monitorowany przez obserwatorów międzynarodowych, w tym wysłanników OBWE, organizacji Democracy Volunteers oraz parlamentarzystów z Estonii. Obserwację prowadzi także islandzkie stowarzyszenie antyunijne Heimssyn.
Premierka Islandii Kristrun Frostadottir, zwolenniczka integracji, wskazuje na potencjalne korzyści ekonomiczne, takie jak obniżka stóp procentowych i spadek inflacji. Przeciwnicy, w tym konserwatywna Partia Niepodległości oraz przedstawiciele rolnictwa i rybołówstwa, obawiają się utraty niezależności i ograniczenia kwot połowów. W debacie pojawiają się również argumenty geopolityczne, związane ze znaczeniem regionu Arktyki.
Jeżeli obywatele opowiedzą się za kontynuacją negocjacji, oznacza to otwarcie ścieżki do ustalenia warunków akcesji, o której ostatecznie zadecyduje kolejne referendum. Premierka zapowiedziała, że w razie zwycięstwa przeciwników integracji, temat członkostwa w UE nie będzie powracał do końca obecnej kadencji parlamentu, czyli do 2028 roku. Islandia złożyła wniosek o członkostwo w UE w 2009 roku, jednak proces ten został zamrożony w 2013 roku, a w 2015 roku oficjalnie wstrzymany.
