Minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak odniósł się w środowym programie "Graffiti" w Polsacie News do doniesień dotyczących przyznania funduszy powodziowych. Ponad 171 tysięcy złotych z pomocy po powodzi miała otrzymać firma Veneto, prowadzona przez asystentkę społeczną ministra i przewodniczącą nyskiej rady miasta Jolantę Trytko-Warczak. Nyskie media zwracały uwagę, że jej salon kosmetyczny nie funkcjonował zaledwie dwa dni i ucierpiał w niewielkim stopniu. Pytany o to, czy sprawa została wyjaśniona, minister oświadczył, że nie wie wszystkiego i się tym nie zajmował.

- Nie wiem wszystkiego, nie zajmowałem się tym. Asystenci społeczni to nie są moi pracownicy. Ja zresztą - ponieważ taka sytuacja się pojawiła dwuznaczna wokół słowa "asystent społeczny", postanowiłem zrezygnować w ogóle z asystentów społecznych, bo inne osoby, niemające nic wspólnego z żadnymi powodziami, biznesami itd. też tutaj podlegały jakimś atakom - poinformował Tomasz Siemoniak.

Minister przekonywał, że Powiatowy Urząd Pracy zbadał sprawę i uznał ją za będącą w porządku oraz zgodną z przepisami. Zaznaczył również, że jeśli władze Koalicji Obywatelskiej chcą stawiać poprzeczkę wyżej, to mają do tego prawo, dodając, że pozostaje w kontakcie z szefem regionalnym PO Robertem Węgrzynem i zachęca go do wyjaśnienia sprawy.

Sprawa wzbudziła zainteresowanie w kontekście wcześniejszej afery wokół Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, gdzie była wiceprezes Anna Konieczyńska miała przekazać miliony złotych z pomocy dla powodzian osobom ze swojego bliskiego otoczenia. W przypadku Nysy środki rozdysponował Powiatowy Urząd Pracy, a nyskim starostą jest inny dawny asystent Siemoniaka, Daniel Palimąka. Zgodnie z dokumentami Stowarzyszenia Nysa Patrzy o przyznaniu środków zadecydowało Starostwo Powiatowe w Nysie.

Starosta nyski Daniel Palimąka w rozmowie z portalem "O!Polska" oświadczył, że nie uczestniczył w procedowaniu tej pomocy, nie widział listy beneficjentów ani wnioskodawców i o nią nie prosił, wskazując na odpowiedzialność Powiatowego Urzędu Pracy. Dyrektor PUP w Nysie zapewnił natomiast, że we wniosku firmy znalazły się odpowiednie zdjęcia oraz dokumenty rzeczoznawcy, a każdy beneficjent musiał spełniać określone kryteria.

Podczas tego samego wywiadu Tomasz Siemoniak odniósł się również do kwestii posła Marcina Romanowskiego, który według ustaleń rządu ma przebywać w kontrolowanym przez Rosjan Naddniestrzu. Minister ocenił, że sprowadzenie go do Polski nie będzie prostym zadaniem ze względu na brak standardów europejskiej praworządności na tym terenie.

- Trzeba pamiętać, że Naddniestrze to jest teren pod kontrolą Rosji, rosyjskich służb. Teren, gdzie standardy europejskiej praworządności, nakazy aresztowania, inne dokumenty, w praktyce nie obowiązują - mówił minister, dodając, że policja i prokuratura przygotują scenariusz powrotu posła do kraju.

Siemoniak stwierdził także, że rosyjskie służby z pewnością odnotowały obecność polityka, a cała sytuacja stanowi kompromitację dla Prawa i Sprawiedliwości. - Nikomu się w głowie nie mieści, że były wiceminister rządu PiS ucieka do Naddniestrza pod kontrolę Putina - podsumował.