Tragiczna śmierć i kulisy rezygnacji z Cambridge

Brytyjski socjolog Jason Arday, który przed dwoma laty zyskał rozgłos jako najmłodszy czarnoskóry profesor w historii Uniwersytetu Cambridge, nie żyje. Ciało 41-latka znaleziono 15 sierpnia w jego londyńskim mieszkaniu w Battersea. Stało się to zaledwie kilka dni po tym, jak 5 sierpnia zrezygnował ze stanowiska uniwersyteckiego i stypendium w Jesus College wobec narastających wątpliwości dotyczących jego osiągnięć naukowych oraz szczegółów z życiorysu. Policja stwierdziła, że śmierć była nagła, ale nie wzbudziła podejrzeń udziału osób trzecich. Jego rodzina oświadczyła, że trwająca kampania dezinformacji i nienawiści była ponad jego siły.

Zanim doszło do tragedii, w ostatnich dniach życia naukowcy towarzyszyło głębokie poczucie zaszczucia i bezradności. Znajomy badacza, który rozmawiał z nim w poranek przed śmiercią, relacjonował, że Arday powiedział wprost, iż zniszczono mu życie. Sir Simon Baron-Cohen, dyrektor Cambridge Autism Research Centre, który rozmawiał z nim tego samego dnia, przekazał w programie Today w BBC, że Arday czuł się uwięziony we własnym domu i był nieustannie bombardowany przez media przedstawiające go jako oszusta.

Zarzuty o plagiat i kontrowersje wokół kariery naukowej

Punktem zapalnym dla medialnej burzy były zarzuty dotyczące pracy doktorskiej obronionej w 2015 roku na Uniwersytecie w Liverpoolu. Nathan Cofnas, akademik i jeden z krytyków Ardaya, wskazał fragmenty jego pracy, które miały być bardzo podobne do wcześniejszego doktoratu Pauli Zwozdiak-Myers z Uniwersytetu w Brunel, a analiza opisana przez The Guardian sugerowała ponad sto takich fragmentów.

Martyn Hammersley, socjolog z Open University, przeanalizował materiały i powiadomił uczelnię, a David Sanders z Purdue University ocenił, że doszło do szeroko zakrojonego plagiatu. Z kolei tygodnik Times Higher Education przygotował 63-stronicowy raport i przekazał 97 stron dowodów uniwersytetom. Liverpool John Moores University, który nadał doktorat, przeprowadził postępowanie i uznał, że nie doszło do plagiatu, a Cambridge początkowo informowało, że naukowiec został oczyszczony z tych zarzutów.

Wokół biografii profesora narastały także inne wątpliwości, obejmujące m.in. jego akademickie afiliacje, działalność charytatywną oraz osiągnięcia sportowe. W mediach kwestionowano m.in. jego deklaracje o przebiegnięciu 30 maratonów w 35 dni czy zebraniu ponad 5,5 miliona funtów na cele dobroczynne, a także informacje o rzekomym tytule profesora wizytującego na Uniwersytecie Stanowym w Ohio oraz magisterium w College Birkbeck. Choć obrońcy zwracali uwagę na przesadę w medialnym polowaniu, krytycy argumentowali, że te nieścisłości podważyły wiarygodność całej postaci.

Reakcje środowiska akademickiego i polityczna wojna kulturowa

Śmierć profesora wywołała ogromne poruszenie i podzieliła brytyjskie społeczeństwo. W poniedziałek 17 sierpnia w londyńskim Trafalgar Square odbyło się masowe czuwanie zorganizowane przez Stand Up to Racism, w którym uczestniczyły tysiące osób składających kwiaty i oskarżających media o bezwzględną kampanię. Z kolei zwolennicy tradycyjnych standardów merytorycznych wskazywali, że sprawa obnażyła słabość procedur rekrutacyjnych oraz negatywne skutki polityki DEI, czyli różnorodności, równości i inkluzywności.

Zwolennicy Ardaya, w tym liczna grupa naukowców, parlamentarzystów i działaczy społecznych skupionych wokół Good Law Project, stanowczo brnęli w obronę akademika, wskazując na rasistowskie i polityczne motywacje jego krytyków. Z drugiej strony politycy tacy jak konserwatysta James Cleverly twierdzili, że instytucje naukowe awansowały Ardaya wbrew brakowi odpowiednich kwalifikacji, aby realizować cele wizerunkowe. Premier Andy Burnham określił całą sytuację mianem wielopoziomowej tragedii, a rektorka Cambridge Deborah Prentice zapowiedziała niezależny audyt procedur awansów akademickich.