Wyniki wyborów parlamentarnych w Serbii
Republikańska Komisja Wyborcza Serbii podała oficjalne wyniki po przeliczeniu głosów z 96 proc. lokali wyborczych, które potwierdzają wygraną opozycyjnej Listy Studenckiej. Formacja ta zdobyła 52,54 proc. poparcia, natomiast startująca pod szyldem Zjednoczonej Serbii dotychczas rządząca Serbska Partia Postępowa skupiona wokół byłego prezydenta Aleksandara Vučicia uzyskała 39,29 proc. głosów. Daje to Liście Studenckiej ponad 13 punktów procentowych przewagi nad głównym rywalem.
Zgodnie z danymi RIK frekwencja w niedzielnych wyborach wyniosła 68,78 proc., a do urn udały się 4 211 957 osoby, przy odsetku głosów nieważnych na poziomie 1,29 proc. Ostateczne nocne prognozy organizacji monitorujących CeSID oraz Ipsos wskazywały na wynik 52,9 proc. dla zwycięskiej listy, co ma się przełożyć na 140 mandatów w 250-osobowym parlamencie.
Próg wyborczy na poziomie 3 proc. przekroczyły zaledwie dwa komitety. Lista Socjalistycznej Partii Serbii ustępującego ministra spraw wewnętrznych Ivicy Dačicia zdobyła zaledwie 2,18 proc. głosów, Autentyczna Prawica zanotowała 0,82 proc., a Europejska Serbia uzyskała 0,28 proc.
Tło polityczne i protesty po tragedii w Nowym Sadzie
Przedterminowe wybory parlamentarne są bezpośrednim skutkiem niemal dwuletnich masowych protestów społecznych w kraju. Impulsem do demonstracji była tragedia z 1 listopada 2024 roku w Nowym Sadzie, gdzie w wyniku zawalenia się części dachu na dworcu kolejowym zginęło 16 osób. Protestujący zarzucali władzom korupcję oraz zaniedbania prowadzące do katastrofy.
Inicjatorami buntu byli serbscy studenci, którzy ostatecznie sformowali własną listę wyborczą obejmującą 250 kandydatów reprezentujących różne zawody z całego kraju. Były prezydent i kandydat na premiera Aleksandar Vučić, który pełnił funkcję szefa rządu w latach 2014–2017 oraz prezydenta od 2017 roku aż do złożenia rezygnacji 27 września, przyznał się do porażki już w niedzielny wieczór.
Spór w Polsce o międzynarodowe echa wyborów
Wyniki głosowania w Serbii, a także rozstrzygnięcia w innych zakątkach świata, stały się obiektem publicznej dyskusji polskich polityków. Wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zamieścił w mediach społecznościowych wpis o treści: Wenezuela, Brazylia, Serbia. Chyba dziś smuteczek na patoprawicy.
Wenezuela, Brazylia, Serbia. Chyba dziś smuteczek na patoprawicy
Na wpis szefa polskiej dyplomacji ostro zareagował prezydencki minister Marcin Przydacz. Przypomniał on, że przegrana Serbska Partia Postępowa należy do Europejskiej Partii Ludowej, z którą powiązane są polskie ugrupowania takie jak Koalicja Obywatelska czy PSL, co oznacza porażkę sojuszników politycznych Donalda Tuska i Władysława Kosiniaka-Kamysza.
W niedzielnych wyborach prezydenckich w Brazylii urzędujący szef państwa Luiz Inacio Lula da Silva zdobył reelekcję, pokonując prawicowego senatora i zwolennika Donalda Trumpa, Flavia Bolsonaro, który nie uznał wyniku i zapowiedział wniosek o unieważnienie wyborów. Z kolei w styczniu amerykańskie siły specjalne obaliły wieloletniego przywódcę Wenezueli Nicolasa Maduro, a władzę po nim przejęła jego zastępczyni Delcy Rodriguez prowadząca pod naciskiem USA negocjacje z opozycją, podczas gdy w nocy z niedzieli na poniedziałek do Caracas powróciła liderka tamtejszej opozycji Maria Corina Machado.