Wycofanie amerykańskich bombowców z brytyjskiej bazy
Stany Zjednoczone wycofały z bazy RAF Fairford w południowo-zachodniej Anglii od 10 do 12 bombowców B-1, które powróciły do macierzystych baz w USA. Maszyny te były wcześniej wykorzystywane przez amerykańskie siły do uderzeń w ramach konfliktu z Iranem. Wycofanie nastąpiło w niedzielę, co wywołało dyskusję na temat bezpieczeństwa i zdolności operacyjnych USA w regionie.
Eksperci wojskowi zwracają uwagę, że brytyjska baza była kluczowym punktem pozwalającym na szybkie przeprowadzanie i utrzymywanie intensywnych misji bombowych. Utrata tego miejsca oznacza, że Waszyngton stracił dogodny punkt startowy, co może utrudnić prowadzenie przedłużających się kampanii powietrznych. Maszyny te dysponują największym ładunkiem konwencjonalnego uzbrojenia w amerykańskim arsenale, przenosząc co najmniej 34 tony broni. Wśród alternatywnych lokalizacji dla ponownego rozmieszczenia bombowców analitycy wymieniają brytyjsko-amerykańską bazę na atolu Diego Garcia oraz obiekty w Zatoce Perskiej.
Śledztwo w sprawie zagrożenia terrorystycznego i reakcje polityczne
Decyzja o przebazowaniu samolotów zbiegła się w czasie ze śledztwem antyterrorystycznym prowadzonym po incydencie z 27 września, kiedy to w pobliżu bazy zatrzymano pięciu brytyjskich mężczyzn w wieku od 23 do 25 lat poruszających się trzema pojazdami. W ramach działań ostrożnościowych ewakuowano ponad 80 gospodarstw domowych w okolicy, a teren przeszukiwał brytyjski robot minerski. Przeszukanie pojazdów nie wykazało jednak materiałów wybuchowych, a jedynie beczki, z których jedna zawierała benzynę.
1 października zatrzymano w Londynie szóstego podejrzanego, obywatela brytyjsko-irańskiego. Wszyscy zatrzymani zostali zwolnieni warunkowo za kaucją, co spotkało się z krytyką ze strony Pentagonu.
Nie wiązałbym tego bezpośrednio z podjętą decyzją o przemieszczeniu
Sekretarz stanu USA Marco Rubio oświadczył, że rotacje załóg i przemieszczanie samolotów są standardową częścią działań wojskowych. Dodatkowo amerykański resort obrony podkreślił, że załogi wciąż mogą realizować precyzyjne uderzenia z terytorium USA. Brytyjski premier Andy Burnham wskazywał na przesłanki mogące świadczyć o udziale Iranu w przygotowaniach do ataku, czemu stanowczo zaprzeczyła irańska ambasada w Londynie, nazywając te doniesienia bezpodstawnymi spekulacjami.
