Przebieg tragicznych wydarzeń nad Bałtykiem

Do tragedii doszło w sobotę po godzinie 20:00 w litewskim kurorcie Połąga. Rodzina z Polski, składająca się z rodziców i trójki dzieci, weszła do morza w pobliżu tamtejszego molo. W tym miejscu grupę niespodziewanie porwał silny prąd morski.

Jak przekazał mer Połągi Szarunas Vaitkus, ojcu udało się samodzielnie wyciągnąć z wody najmłodszą dziewczynkę. Ratownicy, którzy przybyli na miejsce po około minucie, zdołali uratować 13-letniego chłopca, który zdołał uchwycić się podpór mostu. Niestety, 17-latek zniknął pod powierzchnią wody.

Akcja ratunkowa i poszukiwania

Po otrzymaniu zgłoszenia o godzinie 20:13 czasu lokalnego, na miejsce natychmiast skierowano służby ratownicze. Mimo że ratownicy na skuterach wodnych dotarli na miejsce bardzo szybko, chłopca nie było już widać na powierzchni wody.

Ciało 17-latka znajdowało się na głębokości około trzech metrów. Po wydobyciu go na brzeg za pomocą skutera wodnego podjęto próbę reanimacji, która nie przyniosła pozytywnego rezultatu. W akcję zaangażowali się również świadkowie zdarzenia, którzy tworząc żywy łańcuch, próbowali przeszukać obszar przybrzeżny. Nurkowie zlokalizowali i wydobyli ciało nastolatka po około godzinie poszukiwań.

Apel władz i wyjaśnienia dotyczące zdarzenia

Mer Połągi Szarunas Vaitkus oficjalnie odniósł się do zdarzenia, dementując spekulacje o rzekomym skoku nastolatka z mostu czy jego wejściu na kamienie. Podkreślił, że był to nieszczęśliwy wypadek rodzinny i zaapelował o uszanowanie prywatności pogrążonej w żałobie rodziny.

Mer podziękował służbom za udział w akcji ratunkowej oraz osobom, które włączyły się w pomoc poprzez utworzenie żywego łańcucha. W obliczu wypadku ratownik Kajus Piroznikas zaapelował do rodziców o szczególną czujność, przypominając, że morze bywa bezlitosne nawet przy pozorach spokoju.