Przebieg dramatycznego porodu w Czeskiej Lipie

Do wypadku na oddziale położniczym w Czeskiej Lipie doszło w sierpniu 2022 roku. Podczas porodu noworodek spadł na podłogę z powodu gwałtownego finału akcji porodowej i problemów z ułożeniem ręki dziecka. Próba manualnego uwolnienia ręki dziecka doprowadziła do nagłego finału porodu i przerwania pępowiny, przez co lekarz nie zdołał utrzymać noworodka i dziewczynka upadła na podłogę.

Wskutek uderzenia dziecko doznało złamania kości czaszki oraz krwawienia do mózgu, co wymagało podjęcia natychmiastowej intensywnej opieki medycznej. Matka dziecka, wspominając początkowy okres leczenia, opowiadała przed sądem o ograniczonej możliwości kontaktu z córką, która przez pierwsze dni znajdowała się w inkubatorze. Podczas gdy matka zapewniała o stosowaniu się do zaleceń, jej babcia twierdziła, że ginekolog zachęcał kobietę do intensywnego parcia, czemu oskarżony zaprzeczał, utrzymując, że prosił o powstrzymanie się od tej czynności.

Opinie biegłych i linia obrony

Kluczowym elementem procesu było ustalenie, czy lekarz miał szansę przewidzieć gwałtowny przebieg akcji i zabezpieczyć noworodka przed upadkiem. Rozstrzygnięcie oparto na szeregu ekspertyz, w tym opinii sporządzonej przez specjalistę ze Szpitala Uniwersyteckiego w Pradze, ordynatora Andreja Černego. W jego ocenie medyk nie dochował procedur medycznych i powinien był wcześniej przewidzieć ryzyko związane z ułożeniem kończyny płodu oraz wezwać wsparcie położnicze.

Obrona argumentowała, że doszło do niezwykle rzadkiej sytuacji tzw. porodu projektylowego, której nie dało się w pełni zabezpieczyć ze względu na śliskość ciała noworodka. Ginekolog Lubor Minařík nie przyznał się do popełnienia błędu, a po ogłoszeniu wyroku nie komentował sprawy. Rodzina podkreślała natomiast, że lekarz przez cztery lata nie zdobył się na przeprosiny.

Wyrok sądu i stan zdrowia dziecka

Sąd Rejonowy w Czeskiej Lipie wymierzył ginekologowi karę czterech miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok za nieumyślne spowodowanie uszczerbku na zdrowiu. Choć prokuratura wnioskowała o surowsze środki, w tym zakaz wykonywania zawodu, sąd nie zdecydował się na takie ograniczenie. Dziewczynce przyznano 350 tys. koron czeskich zadośćuczynienia, co stanowi ułamek kwoty oczekiwanej przez rodzinę.

Dziewczynka ma obecnie cztery lata i rozwija się niemal prawidłowo, choć lekarze ostrzegają przed ryzykiem padaczki pourazowej. Wyrok nie jest prawomocny, gdyż lekarz złożył odwołanie od decyzji sądu.