Pożegnanie wybitnego artysty

Nie żyje Andrzej Beya-Zaborski, aktor teatralny, filmowy i telewizyjny, który przez niemal 40 lat był związany z Białostockim Teatrem Lalek. O śmierci artysty poinformowała instytucja, podkreślając, że zmarł on w nocy 11 sierpnia po długiej i wieloletniej chorobie. Miał 75 lat.

Informację o odejściu aktora jako pierwsze przekazało Radio Białystok, a następnie potwierdził ją Białostocki Teatr Lalek w mediach społecznościowych. Kondolencje rodzinie i bliskim złożyli przedstawiciele środowiska teatralnego oraz marszałek województwa podlaskiego Łukasz Prokorym. O odejściu artysty poinformowano również na stronie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego.

Informacja o śmierci aktora ukazała się także na jego fanpage'u na Facebooku.

Otwarcie o walce z chorobą

Przez ostatnie lata Andrzej Beya-Zaborski zmagał się z poważnymi dolegliwościami zdrowotnymi, o czym mówił publicznie z dystansem i charakterystycznym dla siebie humorem. W marcu 2024 roku podczas spotkania z publicznością artysta przyznał: „Mam 73 lata. Mam tyle chorób, że mógłbym innych obdzielić”.

Podczas tego samego spotkania aktor szczegółowo opisał historię swojego leczenia. „Jestem po trzech zawałach, czwarty był niedokończony. Wątroba - dwa dni mi profesor dawał, kazał się dzieciom żegnać ze mną. Ale udało mnie się. Po jakimś kolejnym badaniu lekarz powiedział: 'bardzo mi przykro, ale masz raka pęcherza'. Mam boreliozę, która spadła mi na stawy (jestem wędkarz, złapałem kleszcza gdzieś w krzakach)” – wyznał Andrzej Beya-Zaborski.

Kariera filmowa i teatralna

Szerszej publiczności Andrzej Beya-Zaborski dał się poznać jako komendant Henryk Wołkołycki z kultowej serii Jacka Bromskiego, obejmującej filmy: „U Pana Boga za piecem”, „U Pana Boga w ogródku”, „U Pana Boga za miedzą” oraz „U Pana Boga w Królowym Moście”. Rola ta przyniosła mu sympatię widzów w całej Polsce i stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych kreacji w jego dorobku.

Artysta był również ceniony za występy w filmach Wojciecha Smarzowskiego, takich jak „Wesele” oraz „Drogówka”. Widzowie mogli go także oglądać w rolach gościnnych w popularnych serialach telewizyjnych, w tym „Magda M.”, „39 i pół”, „Pitbull”, „Kruk” czy „Ojciec Mateusz”.

Na deskach Białostockiego Teatru Lalek Beya-Zaborski stworzył wiele znaczących ról w spektaklach, takich jak „Raz, dwa, trzy, Baba-Jaga patrzy!”, „Krzywa wieża” czy „Krótki kurs piosenki aktorskiej”. Jak przekazało Radio Białystok, był on ceniony m.in. z uwagi na znakomitą technikę aktorską i niezwykłą wyobraźnię.

Praca pedagogiczna i ostatnie lata

Urodzony 7 marca 1951 roku w Wałbrzychu aktor po ukończeniu w 1978 roku Wydziału Lalkarskiego Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Białymstoku związał swoją karierę z województwem podlaskim. Równolegle do pracy artystycznej angażował się w działalność pedagogiczną jako wykładowca na Wydziale Sztuki Lalkarskiej, gdzie kształcił kolejne pokolenia adeptów lalkarstwa.

Dyrektor Białostockiego Teatru Lalek, Jacek Malinowski, wspominając zmarłego, stwierdził: „Można powiedzieć, że to taka nasza ikona”. Podkreślił, że aktor był super wrażliwym i sympatycznym człowiekiem, który zawsze bronił ważnych spraw, a artyści jego kalibru rodzą się rzadko. Zaznaczył również, że ostatnie trzy lata były dla aktora trudne, gdyż choroba coraz bardziej go osłabiała.

Wspomnieniami o artyście podzielił się Krzysztof Kędziora, dramaturg i scenarzysta, który napisał: „Dokładnie trzy lata temu ukończyliśmy wspólną książkę, w której z pasją i wrodzonym humorem opowiedział o swoim niezwykłym życiu. Siedem lat temu przyjął moje zaproszenie do obsady 'Rubinowych godów'. Nigdy bym nie pomyślał, że będzie to Jego ostatnia, teatralna rola”. W 2023 roku ukazała się książka zatytułowana „U Pana Boga na dywaniku”, będąca wywiadem-rzeką przeprowadzonym przez Krzysztofa Kędziorę.