Wypadek na Węgrzech i krytyka działań konsulatu

Tragiczny wypadek polskiego autokaru na Węgrzech, którym podróżowali pielgrzymi wracający z Medjugorie, wywołał ogromne napięcia wokół pomocy oferowanej przez polskie służby konsularne. Bliscy osób poszkodowanych, koczujący pod szpitalami między innymi w Miszkolcu i Egerze, skarżyli się na brak konkretnych informacji oraz trudności z dodzwonieniem się na infolinię. Sytuację tę nagłośniła w mediach społecznościowych obecna na miejscu dziennikarka Joanna Pinkwart, określając sytuację jako katastrofę organizacyjną, informacyjną i wizerunkową.

Bliscy poszkodowanych koczujący pod tamtejszymi szpitalami zarzucają polskim służbom konsularnym brak kontaktu i odpowiedniego wsparcia.

Pielgrzymi wracali z Medjugorie, a w sprawie pojawiły się także doniesienia o powrocie 21 pielgrzymów oraz trafieniu pięciu osób do szpitali, podczas gdy rząd miał czekać na impuls w sprawie żałoby narodowej.

Relacja dziennikarki i nagrania spod szpitala

Podczas transmitowanej na żywo konferencji polskiej delegacji, którą według relacji puszczano w niemal wszystkich polskich telewizjach, rodziny ofiar usłyszały obietnicę, że konsul jest na miejscu i zaraz do nich zejdzie, aby we wszystkim pomóc. Po zakończeniu briefingu zapowiadany kontakt jednak nie nastąpił, a konsul miał jedynie przemknąć obok zgromadzonych. Nikt z poszkodowanych rodzin nie wiedział nawet, jak dyplomata wygląda, ponieważ wcześniej go nie widzieli.

Joanna Pinkwart opublikowała w sieci materiał wideo ukazujący emocjonalną rozmowę zdenerwovaných rodzin z urzędnikiem pod węgierskim placówką medyczną. Zrelacjonowała również, że w rozmowie telefonicznej konsul tłumaczył się brakiem możliwości dłuższej rozmowy z uwagi na prowadzenie samochodu. Dziennikarka podkreśliła, że całe zdarzenie i obietnice złożone rodzinom zostały zarejestrowane na nagraniach, które można zweryfikować.

Odpowiedź Ministerstwa Spraw Zagranicznych

Do zarzutów stawianych przez dziennikarkę Kanału Zero stanowczo odniósł się rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wewiór. Odrzucił on oskarżenia, nazywając informacje przekazywane przez Pinkwart zmanipulowanymi i nie fair. Zapewnił, że polski konsul wraz z całym zespołem pracował od wczesnych godzin porannych, odwiedzając każdy oddział szpitalny i rozmawiając z lekarzami.

Przedstawiciel resortu dyplomacji relacjonował, że zespół cały czas towarzyszył rodzinom, rozmawiając, tłumacząc, pomagając, pocieszał, a w razie potrzeby także przytulając poszkodowanych. Rzecznik MSZ wskazał również na konkretne obowiązki konsula, takie jak załatwianie formalności związanych z wylotem 21-osobowej grupy, odbieranie bagażu od policji oraz odbieranie dziesiątek, a nawet setek telefonów. Według wersji MSZ konsul rozmawiał z rodzinami jeszcze przed briefingiem, a w trakcie konferencji powrócił do szpitala, by kontynuować pracę.

Kontrowersje wokół rozmowy telefonicznej i finał sporu

Rzecznik MSZ odniósł się także do sytuacji, w której konsul odebrał telefon od członka rodziny podczas jazdy do kolejnego placu medycznego. Rozmowa odbywała się na głośnikach, co miało umożliwić osobom znajdującym się w samochodzie usłyszenie, jak ktoś w tle podpowiada dzwoniącemu, co ma mówić. Maciej Wewiór zaapelował, aby emocje rodzin nie były wykorzystywane jako paliwo do budowania sensacji medialnych.

Joanna Pinkwart szybko odpowiedziała na te zarzuty, wyjaśniając, że podpowiedzi nie były celową prowokacją, lecz pochodziły od około dziesięciu innych zrozpaczonych osób czekających na kontakt pod szpitalem. Dziennikarka podtrzymała swoje stanowisko, przypominając, że zapewnienie o rychłym przyjściu konsula słyszeli wszyscy w kraju za sprawą transmisji telewizyjnych. Dodała również, że według relacji samych rodzin oraz przedstawicieli Polonii nikt do nich faktycznie nie przyjechał ani ich nie pocieszał.