Paraliż ruchu lotniczego nad Moskwą

Wszystkie cztery moskiewskie lotniska – Szeremietiewo, Domodiedowo, Wnukowo i Żukowskij – wstrzymały w piątek po południu przyjmowanie i wysyłanie samolotów. Rosyjskie władze tłumaczą zamknięcie lotnisk zagrożeniem ze strony ukraińskich dronów, a Rosawiacja przekazała, że tymczasowe ograniczenia są niezbędne dla bezpieczeństwa lotów. Wskutek wprowadzenia procedur bezpieczeństwa dziewięć maszyn pasażerskich, które znajdowały się w fazie zniżania do lądowania w stolicy, zostało skierowanych na lotniska zapasowe.

Na lotnisku Szeremietiewo ogłoszono alarm powietrzny i rozpoczęto ewakuację pasażerów z niektórych terminali. Ograniczono dostęp do stref zastrzeżonych, a podróżnym wydano instrukcje, aby nie korzystali z wind, nie przebywali w pobliżu okien ani na pokładach samolotów. Wprowadzono również całkowity zakaz filmowania i fotografowania na terenie obiektu.

Sytuację skomentował mer Moskwy Siergiej Sobianin, który poinformował, że rosyjska obrona powietrzna zestrzeliła 17 dronów lecących w kierunku stolicy. Wcześniejsze komunikaty mówiły o co najmniej 11 zestrzelonych maszynach.

Operacja „M&M’s” i presja na rosyjskie elity

Skoordynowany charakter wstrzymania ruchu lotniczego wywołał dyskusję o możliwej realizacji ukraińskiej operacji o kryptonimie „M&M’s”. Według medialnych doniesień, których szczegóły ujawnił we wrześniu dziennikarz „The Atlantic” Simon Shuster, plan miał zakładać wykorzystanie roju tysiąca tanich, niemal identycznych dronów do sparaliżowania moskiewskich lotnisk.

Celem tej strategii nie było bezpośrednie uderzenie w infrastrukturę, lecz wywarcie presji psychologicznej i politycznej. Autorzy koncepcji zakładali, że uniemożliwienie zagranicznych podróży uderzy w rosyjskie elity biznesowe i polityczne, zmuszając Kreml do negocjacji pokojowych. Oficjalnie Kijów zaprzecza doniesieniom o istnieniu tego planu, a przedstawiciel biura prezydenta Ukrainy określił te informacje mianem „całkowitego nonsensu”.

Koncepcja budziła kontrowersje również w Ukrainie, gdzie obawiano się skutków ubocznych, takich jak ryzyko trafienia w cywilny samolot pasażerski. Dodatkowy niepokój wzbudzały plany wykorzystania autonomicznych systemów nawigacji, które pozwalałyby na atakowanie celów bez bezpośredniego nadzoru operatora. Prezydent Wołodymyr Zełenski oficjalnie ostrzegał linie lotnicze, że rosyjskie niebo staje się niebezpieczne, natomiast Władimir Putin określił takie zapowiedzi mianem „zapowiedzi terroryzmu”.