Krytyka kandydatury Macieja Berka i stanowisko rządu

W połowie sierpnia premier Donald Tusk ogłosił, że Maciej Berek przestaje pełnić funkcję ministra nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. Niedługo po tym ogłoszeniu klub posłów Koalicji Obywatelskiej zgłosił go jako kandydata na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Wystawienie polityka na to stanowisko spotkało się z krytyką również w gronie polityków koalicji rządzącej, ponieważ to m.in. upolitycznienie TK w czasach rządów Zjednoczonej Prawicy doprowadziło do głębokiego kryzysu praworządności w Polsce.

Kandydaturę Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego zgłosiła grupa posłów klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej. Los Macieja Berka jako kandydata do TK zależy od Sejmu i w żadnej mierze nie jest to decyzja rządu, jak przekonywał rzecznik rządu Adam Szłapka w Polsat News. Trzy dni po ogłoszeniu zmiany premier Donald Tusk poinformował, że wyraził warunkową zgodę na odejście Berka z Rady Ministrów i jego kandydowanie na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.

Wskazanie bliskiego współpracownika szefa rządu wywołało szeroką dyskusję o standardach obsadzania kluczowych instytucji państwowych.

Sceptycyzm Bronisława Komorowskiego wobec decyzji

Do sprawy odniósł się były prezydent Bronisław Komorowski podczas występu w programie Punkt Widzenia Szubartowicza w stacji Polsat News. Otwarcie przyznał on, że nie jest zwolennikiem tej decyzji i nie rozumie motywów stojących za tym ruchem. Były prezydent tłumaczył w programie telewizyjnym, że zrozumiałby ten ruch, gdyby miał pewność, iż istnieje plan na przyspieszenie lub odblokowanie Trybunału Konstytucyjnego i że minister Berek jest do tego konieczny.

Komorowski dodał również, że obecny rząd idzie w tej sprawie po bandzie, choć zauważył, że PiS poszło po jeszcze ostrzejszej bandzie wcześniej. Zwrócił także uwagę, że kandydatura ta jest bezpośrednią konsekwencją zawetowania przez prezydenta Karola Nawrockiego zeszłorocznej ustawy o TK.

Obawy o przyszłość TK i ocena postawy PiS

Były prezydent zaznaczył jednocześnie, że krytyka kandydatury Berka ze strony polityków PiS jest dla niego niewiarygodna ze względu na wcześniejsze działania tej partii dotyczące Trybunału Konstytucyjnego.

Wyraził on obawę, że jeśli Maciej Berek zostanie wybrany, to zasili grupę sędziów, którą prezes Bogdan Święczkowski trzyma na korytarzu, nie dając im możliwości pełnienia funkcji. Sytuacja ta wiąże się z konfliktem wokół sędziów, których kierownictwo TK nie uznaje.

Zdaniem Komorowskiego mało prawdopodobne jest, aby prezydent Karol Nawrocki przyjął ślubowanie od Macieja Berka, jeśli ten zostanie wybrany przez Sejm.

Zabezpieczenie polityczne i szerszy kontekst sporu

Komorowski ocenił, że każdy rządzący w Polsce zdaje sobie sprawę z trudności rządzenia bez wpływów w Trybunale Konstytucyjnym. Jego zdaniem wybór Berka może być dla premiera Donalda Tuska zabezpieczeniem na wypadek, gdyby Koalicja Obywatelska przeszła do opozycji. Polityk przypomniał wcześniejsze deklaracje szefa rządu o tym, że politycy nie będą kierowani do Trybunału.

Kandydaturę skrytykował także sędzia Sądu Najwyższego Michał Laskowski, który w rozmowie z Interią sprzeciwił się obsadzaniu stanowisk osobami o tak wyraźnej proweniencji politycznej. Bronisław Komorowski zgodził się z tezą, że Trybunałem Konstytucyjnym rządzą politycy, podsumowując gorzko, że zawsze łatwiej jest ustrój państwa popsuć, niż go później naprawić.