Kontrowersje wokół zwierząt w rezydencji w Promniku

Według ustaleń „Gazety Wyborczej” w prezydenckim ośrodku wypoczynkowym w Promniku w Rudzie Tarnowskiej przebywają cztery konie, które wiosną przygotowano dla prezydenta Karola Nawrockiego, jego żony Marty, córki Kasi oraz funkcjonariusza Służby Ochrony Państwa. Byłymi pracownikami ośrodka wskazano, że na miejscu zapewniono obsługę stajni, instruktora jazdy konnej oraz specjalne przyczepy do transportu zwierząt. Gazeta podała, że od lipca na opiekę wydano 44 200 zł, a na paszę i karmę około 10 tys. zł, co daje łącznie 54 tys. zł.

Szacunkowe koszty zakupu zwierząt wynoszą od 2 do 10 tys. zł za kucyka, od 4 do 12 tys. zł za konia huculskiego oraz od 12 do 100 tys. zł za fryzyjskiego, natomiast miesięczne utrzymanie jednego osobnika to około 1,5 do 3,5 tys. zł bez kosztów leczenia i transportu.

W prezydenckim ośrodku w Promniku przebywają cztery konie, z czego trzy pozostają w dyspozycji KPRP, a jeden dla funkcjonariusza SOP.

Zwierzęta w ośrodku noszą imiona Edzio, Ramzes i Aramis.

Odpowiedź Kancelarii Prezydenta i obóz władzy

Kancelaria Prezydenta RP wydała komunikat precyzujący doniesienia prasowe i potwierdzając, że Centrum Obsługi Kancelarii Prezydenta RP dysponuje trzema wierzchowcami, którymi są kuc Edzio, koń fryzyjski Ramzes oraz koń huculski Aramis. Urzędnicy zaznaczyli, że konie nie stanowią własności Kancelarii i nie zostały przez nią nabyte, lecz należą do odrębnej jednostki sektora finansów publicznych działającej jako instytucja gospodarki budżetowej, jaką jest Centrum Obsługi Kancelarii Prezydenta RP.

Kancelaria nie ujawniła jednak dokładnych kosztów sprowadzenia oraz utrzymania zwierząt, wskazując jedynie, że koszty czwartego konia dla funkcjonariusza SOP pokrywa osobno ta służba.

Reakcja otoczenia głowy państwa była bardzo krytyczna wobec publikacji medialnych. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz napisał w mediach społecznościowych, że trzeba mieć końskie zdrowie, żeby mierzyć się z kolejną propagandową akcją wymierzoną w Prezydenta RP, dodając w kolejnym wpisie, że sprawa została podkręcona do kosmicznych rozmiarów, a zwierzęta w rezydencjach towarzyszyły prezydentom od początku lat 90. XX wieku, przy czym stajnię zbudowano za kadencji Aleksandra Kwaśniewskiego.

Ironia ze strony premiera i ministrów

Doniesienia o nowej pasji głowy państwa spotkały się z szybką reakcją polityków koalicji rządzącej. Premier Donald Tusk zamieścił na platformie X swoje zdjęcie z młodości na koniu z podpisem, że jeździł słabo, ale za swoje. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski opublikował fotografię z 1987 roku z afgańskiej prowincji Ghor, gdzie pracował jako korespondent wojenny, dopisując, że także lubi jeździć konno. Rzecznik rządu Adam Szłapka opublikował nagranie z Bieszczad i wpis krytykujący utrzymywanie koni z pieniędzy publicznych.

Jeździectwo to przepiękny sport, ale jeździmy za swoje. I nie trzeba trzymać koni w Kancelarii

Adam Szłapka

Wiceszefowa Ministerstwa Edukacji Narodowej Katarzyna Lubnauer pytała w mediach społecznościowych o granice tego, co państwo powinno fundować prezydentowi i jego rodzinie, dodając hashtag #HorseHobby. Głos zabrali także inni parlamentarzyści koalicji, w tym posłanka Joanna Kluzik-Kostkowska, która wyliczała koszty opieki i ekipy potrzebnej przy zwierzętach, oraz senator Adam Szejnfeld. W dyskusji minister Radosław Sikorski zwrócił się do rzecznika prezydenta, oświadczając, że uzna sprawę za wyjaśnioną, jeśli Kancelaria pokaże fakturę z datą zakupu Ramzesa sprzed objęcia urzędu przez Karola Nawrockiego.