Kulisy negocjacji paktu senackiego

Otoczenie prezydenta Karola Nawrockiego podjęło decyzję o włączeniu Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna do negocjacji nad wspólną listą senacką prawicy. Propozycja zakłada udział Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna w pakcie senackim. Ministrowie z Kancelarii Prezydenta rozpoczęli już rozmowy z przedstawicielami tego ugrupowania. Celem prezydenta jest zjednoczenie sił prawicowych, co ma umożliwić odzyskanie większości w Senacie w wyborach parlamentarnych w 2027 roku.

Według doniesień, włączenie Grzegorza Brauna do paktu ma na celu przerwanie kordonu sanitarnego wokół jego środowiska oraz zapobieżenie rozbiciu głosów wyborców prawicowych w jednomandatowych okręgach wyborczych. Nawrocki publicznie bronił polityka w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, wskazując na jego parlamentarną reprezentację oraz obecność w polskiej polityce.

Proponowany podział miejsc

Zespoły prezydenta przedstawiły wstępną propozycję podziału mandatów w około 50 najbardziej atrakcyjnych dla prawicy okręgach. Prawo i Sprawiedliwość mogłoby otrzymać 17 mandatów, Konfederacja 9-10, Rozwój Plus 6-7, a Konfederacja Korony Polskiej 4. Pozostałe kilkanaście miejsc w kluczowych okręgach ma przypaść kandydatom wskazanym bezpośrednio przez otoczenie Karola Nawrockiego, który planuje mieć realny wpływ na obsadę stanowiska marszałka Senatu.

Wśród potencjalnych kandydatów na wspólną listę prawicy wymienia się m.in. byłego ministra spraw zagranicznych Zbigniewa Raua oraz byłego wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego, związanego obecnie z Rozwojem Plus. Sam Grzegorz Braun, według informacji Onetu, w przyszłorocznych wyborach ma ubiegać się o mandat poselski do Sejmu, a nie senacki.

Napięcia w szeregach Prawa i Sprawiedliwości

Proponowany układ wywołał sprzeciw wśród dotychczasowych senatorów Prawa i Sprawiedliwości. Obecni senatorowie PiS (jest ich 31) wykazują niezadowolenie z planów, co może prowadzić do ich samodzielnego startu. Wielu z nich dąży do reelekcji, a brak pewności miejsca na wspólnej liście skłania część polityków do rozważenia startu w wyborach jako kandydaci niezależni. Ostateczny kształt porozumienia pozostaje przedmiotem trwających rozmów, a pogodzenie interesów poszczególnych ugrupowań oraz obecnych parlamentarzystów pozostaje wyzwaniem dla negocjatorów.