Atak na spacerze w Płocku

Do ataku doszło około godziny 10:00 przy ulicy Rembielińskiego w pobliżu targowiska. 39-letnia mieszkanka miasta spacerowała ze swoim psem rasy szpic, kiedy doszło do nagłego natarcia ze strony większego czworonoga w typie amstaffa, prowadzonego na smyczy przez 41-letniego mężczyznę.

Pragnąc ratować swojego pupila, poszkodowana zadecydowała o osłonięciu go własną posturą. W trakcie tej próby obrony właścicielka czworonoga doznała bolesnego ugryzienia w rękę, co wymusiło pilny transport do placówki medycznej celem udzielenia specjalistycznej pomocy. Według ustaleń serwisu Warszawa w Pigułce, mały szpic najprawdopodobniej nie odniósł poważnych obrażeń ciała.

Szczegóły dotyczące zabezpieczenia psa

Z policyjnych ustaleń wynika, że atakujący pies poruszał się na smyczy i dysponował kagańcem, jednak w krytycznym momencie nie znajdował się on na pysku zwierzęcia, lecz swobodnie zwisał na jego szyi. Starszy aspirant Krzysztof Kruk z płockiej jednostki policji sprecyzował, że agresywny zwierzak nie był rasowym przedstawicielem rasy amstaff, a jedynie czworonogiem w takim typie.

Dodatkowo funkcjonariusze potwierdzili, że 41-letni właściciel psa był w chwili incydentu nietrzeźwy. Mężczyzna nie potrafił lub nie zdołał skutecznie pohamować agresji swojego podopiecznego wymierzonej w stronę mniejszego szpica oraz jego opiekunki.

Dalsze działania policji

Lokalne służby mundurowe prowadzą obecnie oficjalne postępowanie wyjaśniające w sprawie niedopilnowania zwierzęcia. Funkcjonariusze szczegółowo analizują przebieg całego zajścia oraz okoliczności towarzyszące zdarzeniu. Policja zapowiedziała już skierowanie zebranych materiałów i wniosków do właściwego sądu.