Atak w kokpicie i reakcja Izraela
Do niebezpiecznego incydentu na pokładzie samolotu emirackich linii Flydubai doszło w ubiegłą środę, 30 września rano, podczas rejsu z Dubaju do Tel Awiwu. Drugi pilot zaatakował kapitana w kokpicie toporkiem ratowniczym i próbował doprowadzić do katastrofy, w wyniku czego maszyna zaczęła gwałtownie tracić wysokość. Na pokładzie znajdowało się 182 osoby, w tym 150 obywateli Izraela. Po nadaniu przez załogę sygnału alarmowego izraelskie siły powietrzne próbowały skontaktować się z kokpitem, lecz bezskutecznie, co skłoniło władze do zamknięcia przestrzeni powietrznej kraju i poderwania myśliwców.
Samolot ostatecznie zmienił kurs i skierował się w stronę Arabii Saudyjskiej, gdzie wylądował awaryjnie. Strona izraelska zawróciła wówczas swoje myśliwce, a Saudyjczycy poderwali własne maszyny, które monitorowały sytuację. Kontrolę nad samolotem przejęło ostatecznie dwóch pilotów Flydubai podróżujących jako pasażerowie.
Pasażerowie obezwładnili napastnika
Mimo odniesionych poważnych obrażeń ranny kapitan zdołał odeprzeć część ataków i odblokować drzwi do kokpitu. Do środka wtargnęli pasażerowie, w tym trzej Izraelczycy, którzy pomogli obezwładnić napastnika. Jeden z pasażerów, hydraulik Yaniv Hayun, pomógł ustabilizować stery, a stomatolog Musajew udzielił pierwszej pomocy rannemu kapitanowi.
Napastnikiem okazał się 29-letni Hammam al-Hammami, który według ustaleń pragnął rozbić samolot w Izraelu i był wcześniej zawieszany w lotach z powodu radykalnych poglądów. Izraelscy śledczy podejrzewają, że napastnik mógł działać sam, a podczas przesłuchania miał twierdzić, że zaplanował atak jeszcze przed podjęciem pracy w liniach Flydubai.
W sobotę, 3 października, prokuratura Zjednoczonych Emiratów Arabskich potwierdziła, że incydent był próbą aktu terrorystycznego. Biuro Prokuratora Generalnego ZEA, którym kieruje dr Hamad Saif Al Shamsi, przekazało, że drugi pilot usiłował przeprowadzić atak terrorystyczny i przejąć kontrolę nad samolotem.
Izraelskie procedury na wypadek scenariusza z 11 września
Według informacji przekazanych stacji CBS News przez źródła zbliżone do sprawy, Izrael posiada specjalną procedurę reagowania na próby wykorzystania samolotu pasażerskiego do zamachu wzorowanego na atakach z 11 września 2001 roku. Gdyby ustalono, że maszyna została porwana, a porywacze zachowaliby ciszę radiową bez wysuwania żądań, centrum operacyjne skonsultowałoby się z ministrem obrony i premierem.
Izrael posiada procedurę zestrzelenia porwanego samolotu pasażerskiego, a ostateczną decyzję musi podjąć premier. Źródła wskazały, że zestrzelenie maszyny byłoby uznane za mniejsze zło w porównaniu do śmierci setek ludzi na ziemi w wyniku uderzenia w budynek lub inny cenny obiekt. Podobne procedury i działania obronne wdrożono w USA w 2001 roku, kiedy uprowadzone samoloty zmierzały w stronę Waszyngtonu.