Gwałtowna ulewa i podtopienia w Głuchołazach
W poniedziałek po południu przez Głuchołazy w województwie opolskim przeszła potężna ulewa, która trwała zaledwie kilkanaście minut. Intensywne opady błyskawicznie zamieniły ulice miasta w rwące potoki i doprowadziły do lokalnych podtopień posesji, dróg oraz skwerów. W mieście kilkadziesiąt razy interweniowała straż pożarna, wypompowując wodę z piwnic i usuwając powalone drzewa.
Wypompowywano wodę z zalanych dróg i piwnic oraz usuwano połamane drzewa.
Według burmistrza Głuchołaz, Pawła Szymkowicza, sytuacja w mieście została opanowana do godziny 20.30, a w ciągu 30 minut na metr kwadratowy spadło 38 litrów wody, co stanowi ponad połowę średnich opadów dla sierpnia.
Najtrudniejsza sytuacja wystąpiła na ulicy Sikorskiego, gdzie przed mostem nie ukończono jeszcze budowy pełnej kanalizacji burzowej. Woda wdarła się m.in. do budynku Biblioteki Miejskiej oraz na teren szpitala. Z brzegów wystąpił także Potok Bodzanowski na odcinku w Rudawie i Bodzanowie poniżej Głuchołaz, co potęgowało zagrożenie dla okolicznych mieszkańców.
Jak wynika z wizji terenowej Wód Polskich, wpływ na gwałtowny wzrost przepływu w potoku miał spływ wód opadowych z przyległych terenów rolniczych.
Reakcje polityków i dyskusja o zabezpieczeniach
Ponowne zalanie miasta, które mocno ucierpiało podczas powodzi we wrześniu 2024 roku, wywołało oburzenie mieszkańców i polityków opozycji. Przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości zarzucali rządowi brak odpowiednich działań i niedostateczne przygotowanie miejscowości na ulewne deszcze. Poseł Marcin Ociepa wzywał władze do natychmiastowej pomocy, a posłanka Katarzyna Czochara pytała, dlaczego mimo ogromnych środków przeznaczonych na odbudowę mieszkańcy wciąż nie mogą czuć się bezpiecznie.
Do krytyki odniósł się minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński, który określił te głosy mianem politykierstwa. Podkreślił, że po powodzi w 2024 roku do Głuchołaz trafiły gigantyczne pieniądze na odbudowę i zabezpieczenia. Szef MSWiA zaznaczył, że miasto jest lepiej przygotowane niż w przeszłości, jednak całkowite wyeliminowanie ryzyka nie jest możliwe, ponieważ nie ma dzisiaj miejsc w stu procentach bezpiecznych, a dodatkowo wiele wody spływa z gór od strony czeskiej.
Rzecznik rządu Adam Szłapka również bronił działań władz, wskazując na wieloletnie zaniedbania w infrastrukturze, w które nie inwestowano przez lata. Przekonywał, że ekstremalne zjawiska pogodowe dotykają nie tylko Polski, a krótkie i niszczycielskie ulewy niosą olbrzymią falę, której nie zawsze da się zatrzymać. Słowa rzecznika o trudności w zabezpieczaniu się przed katastrofami, w których przywołał przykład Japonii i trzęsień ziemi, spotkały się z natychmiastową polemiką ze strony dziennikarzy.
Bilans nawałnic w całym kraju
Państwowa Straż Pożarna odnotowała w poniedziałek w całej Polsce 1124 interwencje związane z gwałtownymi zjawiskami pogodowymi. Najwięcej zgłoszeń wpłynęło z województw śląskiego, dolnośląskiego oraz małopolskiego. Większość działań służb polegała na usuwaniu wiatrołomów oraz walce ze skutkami lokalnych podtopień.
Nawałnica przeszła m.in. nad Siemianowicami Śląskimi, gdzie największe zniszczenia spowodował trwający blisko 20 minut opad gradu wielkości małych jajek, który uszkodził m.in. karoserie i szyby zaparkowanych samochodów.
