Nowy etap sporu sądowego
Jarosław Kaczyński zdecydował się wnieść skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego w sprawie dotyczącej ochrony dóbr osobistych, a konkretnie kultu pamięci zmarłego brata. O tym kroku prawnym poinformował w środę 7 października Radosław Sikorski za pośrednictwem platformy X. Biuro prasowe Sądu Apelacyjnego w Warszawie potwierdziło, że skarga lidera PiS wpłynęła do sądu, który wydał wcześniejsze prawomocne orzeczenie.
Geneza procesu o wpis na platformie X
Podłożem sądowego konfliktu jest publikacja Radosława Sikorskiego ze stycznia 2021 roku, zamieszczona w odpowiedzi na dyskusję o upamiętnieniu Lecha Kaczyńskiego w przestrzeni publicznej. Wówczas polityk stwierdził, że były prezydent był mierny oraz że istotnie przyczynił się do katastrofy smoleńskiej, kwestionując jednocześnie zasadność budowania kultu jego osoby.
W marcu 2023 roku Sąd Okręgowy w Warszawie w pierwszej instancji przyznał rację Jarosławowi Kaczyńskiemu i nakazał Sikorskiemu przeprosiny. Sytuacja zmieniła się w marcu 2026 roku, gdy Sąd Apelacyjny w Warszawie, rozpoznając apelację, zmienił wyrok i oddalił powództwo prezesa PiS. Sąd uznał wtedy, że wypowiedź szefa MSZ stanowiła element uprawnionej debaty publicznej oraz krytycznej oceny prezydentury.
Argumentacja stron i raport Millera
Otrzymałem z Sądu Apelacyjnego informację o tym, że Jarosław Kaczyński złożył skargę kasacyjną od prawomocnego wyroku potwierdzającego, że miałem »subiektywne i obiektywne« powody, aby stwierdzić, że prezydent Lech Kaczyński przyczynił się do katastrofy smoleńskiej
Przypominam, że jest to sprawa, w której Kaczyński złożył w sądzie jako dowód raport Komisji Millera, który potwierdził zaistnienie wypadku i wykluczył zamach. Na potrzeby polityki są urojenia o zamachu, a na potrzeby odszkodowania i pozwu jest wypadek. Dziw, że ktokolwiek jeszcze wierzy tym krętaczom
Reprezentująca Sikorskiego mec. Elżbieta Kosińska–Kozak wyjaśniała, że sąd uznał istnienie obiektywnych i subiektywnych przesłanek dla opinii wyrażonych przez jej klienta. Podkreślono, że w ocenie sądu minister mówił o politycznej odpowiedzialności Lecha Kaczyńskiego, a nie o sprawstwie samego wypadku. W procesie istotnym dowodem był raport Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, zwany raportem Millera, który wykluczył tezę o zamachu, co stanowi jeden z punktów odniesienia w sporze między politykami.