Zaginięcie po wizycie w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym

Dr Sylwester Gładyś zaginął 24 lutego 2026 roku w Warszawie. Siedemdziesięcioletni naukowiec wyszedł przed godziną 16 ze swojego mieszkania na warszawskich Bielanach na spacer do Parku Młocińskiego. W mieszkaniu pozostawił włączony komputer z przygotowywanym wykładem, uchylone okno balkonowe oraz regularnie przyjmowane leki na Parkinsona.

Kamery monitoringu zarejestrowały naukowca wchodzącego po godzinie 16 do Parku Młocińskiego w kierunku Wisły, jednak żadne nagranie nie wykazało jego wyjścia. Ostatni sygnał z jego telefonu komórkowego odnotowano o godzinie 17:28 w rejonie parku. Dzień przed zaginięciem, 23 lutego 2026 roku, naukowiec był przesłuchiwany w warszawskiej delegaturze Centralnego Biura Antykorupcyjnego w ramach prowadzonego tam postępowania.

Przesłuchanie dotyczyło śledztwa Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu w sprawie warszawskiej reprywatyzacji działek przy ulicy Pańskiej 80 i 82. Funkcjonariusze pytali naukowca o pełnomocnictwo związane z nieruchomościami. W kalendarzu zaginionego naukowca znaleziono notatkę kwestionującą podpis na dokumencie pełnomocnictwa, w której naukowiec zapisał, że dokumentu nie podpisywał.

Wątek nieruchomości przy ulicy Pańskiej i roszczeń spadkowych

Dr Sylwester Gładyś posiadał udziały w roszczeniach do nieruchomości przy ulicy Pańskiej wynoszące poniżej 4 procent, odziedziczone w ramach spraw spadkowych, co pozwalało mu blokować decyzje majątkowe. W latach 90. pieczę nad sprawami własnościowymi sprawował Jacek Ż., będący krewnym byłej małżonki naukowca. Wykładowca udzielił mu ograniczonego pełnomocnictwa, które nie uwzględniało prawa do sprzedaży.

Po latach okazało się jednak, że roszczenia zostały sprzedane. Prawa trafiły najpierw do żony Jacka Ż., a następnie przejął je Marek M., przedsiębiorca określany w mediach jako czyściciel kamienic. Pod koniec 2025 roku ratusz odrzucił wniosek o odszkodowanie za tę nieruchomość, uznając wnioskodawcę za nieuprawnionego.

Badanie podpisu i stanowisko prokuratury

Śledczy zapytani przez dziennikarzy, czy podpis naukowca na kwestionowanym dokumencie został zbadany przez biegłego, poinformowali, że okoliczności sprawy tego nie wymagały. Prokuratura potwierdziła fakt przesłuchania, lecz odcięła je od późniejszych wydarzeń.

Prokuratura Regionalna we Wrocławiu wykluczyła powiązanie zeznań świadka z jego zaginięciem. Śledczy dodali również, że nie planują kolejnych czynności z udziałem zaginionego.

Poszukiwania nad Wisłą i spór z policją

Policja brała pod uwagę wersję o samobójstwie, co jest negowane przez rodzinę zaginionego. Psy tropiące doprowadziły funkcjonariuszy do nadrzecznej skarpy nad Wisłą, gdzie ślad się urwał. Bliscy naukowca odrzucają tę wersję, wskazując, że był ostrożny, chodził po wysokich górach, nie zostawił listu, a w domu zostawił rzeczy osobiste.

Rodzina ma poważne zastrzeżenia do działań policji, zarzucając funkcjonariuszom opieszałość, w tym początkowe przeszukiwanie parku jedynie z samochodów oraz opóźnienie w użyciu łodzi z sonarem. Z Wisły wyłowiono w tym czasie inne ciała, lecz po dr. Gładysiu nie ma śladu. Poszukiwania oraz śledztwo dotyczące roszczeń nadal trwają.