Wycieczka na Łysą Górę i polityczny gest premiera
Premier Czech Andrej Babisz opublikował w mediach społecznościowych nagranie ze swojej sobotniej wycieczki na Łysą Górę, która jest najwyższym wzniesieniem Beskidów Morawsko-Śląskich. Wspinaczce premiera towarzyszyli zwolennicy, politycy partii ANO, a także ministrowie, w tym minister pracy Ales Juchelka oraz wicepremier i minister przemysłu Karel Havlicek. Wycieczka miała charakter przedwyborczy i odbyła się około dwóch miesięcy przed wyborami samorządowymi.
Na szczycie góry o wysokości od 1321 do 1324 metrów n.p.m. premier złożył mały bukiet dzikich kwiatów u stóp pomnika. Obelisk ten stanowi turystyczną atrakcję tego punktu, a turyści mają tradycję głaskania betonowego zwieńczenia Łysej Góry, z którą wiąże się legenda o sabatach czarownic.
Przeprosiny premiera i deklaracja zapłaty grzywny
Andrej Babisz sam przyznał w swoich mediach społecznościowych, że zbieranie roślin na terenie chronionym przyrodniczo może wiązać się z odpowiedzialnością prawną i karną. Szef czeskiego rządu zadeklarował pełną gotowość do poniesienia konsekwencji swojego zachowania i zapłacenia ewentualnej kary finansowej.
Premier wyjaśnił, że zerwał kwiaty, wspominając zmarłą koleżankę z ruchu ANO, z którą w 2015 roku wspinał się na tę samą górę. W opublikowanym nagraniu Babisz stwierdził, że był tam już trzeci raz i z tego powodu zdecydował się zerwać rośliny, dodając słowa o możliwym złamaniu przepisów.
Ocena ekspertów i kwestia przepisów prawnych
Sprawą zajęli się dziennikarze czeskiego serwisu iDNES, którzy skonsultowali zachowanie premiera z ekspertem środowiskowym pracującym dla organizacji podlegającej czeskiemu Ministerstwu Środowiska. Okazało się, że polityk wybrał zupełnie pospolite gatunki i jest mało prawdopodobne, by groziła mu jakakolwiek kara.
Eksperci wskazali, że zerwane przez szefa rządu rośliny należą do dwóch pospolitych gatunków, które nie są objęte ochroną gatunkową, a całe zdarzenie nie stanowi problemu nawet w parku narodowym. Czeski dziennik "Aha!" przekazał, że grzywna za zrywanie roślin w Beskidzkim Obszarze Chronionego Krajobrazu mogłaby sięgać do 10 tysięcy koron czeskich, co w przeliczeniu daje około 1790 złotych, a w postępowaniu administracyjnym kwota ta mogłaby być nawet dwukrotnie wyższa.