Geneza sporu i oskarżenia o afery

Dyskusja w programie rozpoczęła się od tematu wniosku o list żelazny dla byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego. Dokument wpłynął do warszawskiego sądu z Naddniestrza. Gdy poseł PiS Norbert Kaczmarczyk próbował bronić partyjnego kolegi, zaczął jednocześnie wyliczać afery obciążające obecną władzę.

Na te zarzuty ostro zareagował szef Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, Henryk Smolarz z PSL. Zarzucił on Kaczmarczykowi hipokryzję, przypominając kontrowersje z przeszłości. Poseł PSL pytał o aferę z traktorem oraz kwestie związane z poddzierżawianiem gruntów, pytając o standardy prawne w czasach, gdy Kaczmarczyk pełnił funkcję wiceministra.

Wymiana zdań o standardach i służbach

Norbert Kaczmarczyk odniósł się do zarzutów o poddzierżawę gruntów, uznając je za atak osobisty. Poseł PiS zapewniał, że jego działalność była weryfikowana przez odpowiednie organy, w tym CBA. Kaczmarczyk zaprzeczył również słowom Smolarza, jakoby pełnił funkcję wiceministra w czasie, którego dotyczyły zarzuty. Z kolei Henryk Smolarz stwierdził, że sprawa poddzierżawy gruntów przez brata Kaczmarczyka doprowadziła do jego dymisji, co rzutuje na standardy polityka.

Interwencja prowadzącej na wizji

Sytuacja w studiu Polsat News przerodziła się w chaos, gdy politycy zaczęli się przekrzykiwać. Wobec braku reakcji na prośby o spokój, Agnieszka Gozdyra wstała z fotela i podeszła do Norberta Kaczmarczyka. Dziennikarka zapytała posła, czy może się uspokoić, podkreślając, że jego zachowanie zakłóca przebieg programu na żywo. Kaczmarczyk pytał prowadzącą, dlaczego nie mityguje również jego rozmówcy. Gdy zwrócił się bezpośrednio do Henryka Smolarza, ten odparł, że nie życzy sobie zwracania się do niego na ty.

Agnieszka Gozdyra poprosiła posła PSL o zakończenie wymiany zdań, a postawę Kaczmarczyka określiła jako naganną. Dziennikarka podsumowała napiętą sytuację słowami: Panowie nie mają do siebie wzajemnie szacunku. Stop, po prostu stop.