Stawka wyborów do Kongresu i test dla administracji
We wtorek, 3 listopada 2026 r., w Stanach Zjednoczonych odbywają się wybory połówkowe, nazywane potocznie midterm elections. Głosowanie przypada na połowę czteroletniej kadencji prezydenta i stanowi istotny barometr poparcia dla prowadzonej przez niego polityki, choć sam Donald Trump nie kandyduje. Wybory te obejmują całą Izbę Reprezentantów (435 mandatów) oraz jedną trzecią Senatu (35 miejsc), na co składa się 33 regularnych wyborów oraz dwa głosowania uzupełniające na Florydzie i w Ohio.
Oprócz parlamentu federalnego Amerykanie decydują także o obsadzie urzędów gubernatorów, stanowisk stanowych prokuratorów, a także o składach parlamentów stanowych oraz władz lokalnych. Sposób głosowania oraz godziny otwarcia lokali wyborczych różnią się poszczególne stany.
Przed wyborami Republikanie kontrolują obie izby Kongresu, dysponując 53 mandatami w Senacie, podczas gdy Demokraci wraz z dwoma niezależnymi senatorami mają 47 miejsc. Do przejęcia większości w izbie wyższej opozycja potrzebuje zysku netto czterech mandatów. Utrata choćby jednej izby parlamentu przez obóz rządzący znacząco utrudniłaby Trumpowi przeprowadzanie ustaw, przyjmowanie budżetu oraz uzgadnianie wydatków federalnych. Przejęcie kontroli przez opozycję dałoby jej również potężne narzędzia kontrolne nad administracją za sprawą komisji śledczych i przesłuchań.
Sondaże i nastroje przedwyborcze
Najnowsze badania opinii publicznej wskazują na wyraźną przewagę opozycji w skali ogólnokrajowej. W opublikowanym 2 listopada sondażu Reuters/Ipsos sposób sprawowania urzędu przez Donalda Trumpa aprobuje 32 proc. badanych, co stanowi wynik zbliżony do historycznego minimum. W odniesieniu do preferencji partyjnych w wyścigu do izby ustawowej opozycyjna formacja mogła liczyć na 46 proc. poparcia, podczas gdy obóz rządzący uzyskiwał 38 proc. głosów.
Eksperti podkreślają jednak, że ogólnokrajowe wskaźniki poparcia nie przekładają się automatycznie na bezpośredni podział mandatów, ponieważ o wyniku decydują indywidualne starcia w okręgach i poszczególnych stanach.
Kampania wyborcza toczy się w cieniu trudnej sytuacji gospodarczej i rosnących kosztów życia. Aż 78 proc. wyborców uznaje wzrost kosztów utrzymania, w tym cen żywności i paliw oraz wydatków na mieszkania i opiekę zdrowotną, za kwestię kluczową przy podejmowaniu decyzji przy urnie. W kwestii radzenia sobie z drożyzną lepsze oceny zbierają Demokraci, na których w tym obszarze wskazuje 43 proc. ankietowanych, podczas gdy politykę Republikanów popiera 32 proc. wyborców. Dodatkowym obciążeniem dla partii rządzącej są kontrowersje wokół chaotycznej polityki celnej oraz zaangażowania w niepopularną wojnę z Iranem.
Scenariusze polityczne po ogłoszeniu wyników
Zdaniem politologa prof. dr. hab. Radosława Fiedlera z Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM, którego opinie przywołują media, prawdopodobieństwo przejęcia Izby Reprezentantów przez Demokratów wynosi około 90 proc., natomiast szanse na zdobycie przez nich Senatu szacowane są na około 60 proc. Ekspert ocenia, że w przypadku utraty większości w Kongresie Donald Trump będzie ignorował parlament jeszcze silniej niż dotychczas i spróbuje rządzić za pomocą dekretów wykonawczych. Jednocześnie w takim scenariuszu prezydent stałby się tzw. kulawą kaczką, kończącą swoją aktywność na najwyższym urzędzie bez możliwości ubiegania się o reelekcję.
Analitycy oraz komentatorzy polityczni oceniają, że w obliczu ewentualnej dotkliwej porażki wyborczej w Partii Republikańskiej rozpocznie się walka o nowe przywództwo oraz próby uniezależnienia ugrupowania od wpływów dotychczasowego lidera. Ruch skupiony wokół ideologii MAGA może zacząć szukać alternatywnych twarzy, wśród których wymienia się m.in. wiceprezydenta J.D. Vance'a, który w niektórych kwestiach zaczyna się już dystansować od prezydenta.
Eksperci są sceptyczni wobec pomysłów szybkiego usunięcia głowy państwa ze stanowiska w drodze impeachmentu. Choć ewentualna wygrana Demokratów mogłaby dać im narzędzia do wszczęcia procedury w Izbie Reprezentantów, to do skutecznego skazania i usunięcia prezydenta w Senacie wymagana jest większość dwóch trzecich głosów, czyli poparcie 67 senatorów. Wymagałoby to pozyskania głosów polityków Partii Republikańskiej, co w obecnych realiach politycznych wydaje się mało prawdopodobne.
