Kontrowersyjne słowa szefa Pentagonu
Podczas sobotniego wystąpienia przed kadetami i rekrutami na Uniwersytecie Tennessee w Knoxville, sekretarz obrony USA Pete Hegseth odniósł się do swoich doświadczeń z czasu służby w Afganistanie w stopniu kapitana. Polityk wspominał wizytę w kwaterze głównej w Kabulu, gdzie powiewały flagi około 50 państw uczestniczących w misji ISAF.
To był piękny widok: 50 różnych krajów wnoszących wkład w sojusz NATO i misję ISAF w tym regionie
Pomimo początkowo pozytywnego tonu, szef Pentagonu stwierdził, że realny wkład w działania bojowe był znacznie mniejszy, niż sugerowałaby liczba państw w sojuszu. Według Hegsetha, z wyjątkiem około pięciu krajów, zaangażowanie pozostałych było znikome, a pod koniec misji w operacjach bojowych miały brać udział tylko jedno lub dwa państwa. Wypowiedź ta była zgodna z relacją, według której żołnierze mieli ironicznie rozwijać skrót ISAF jako „Widziałem Walczących Amerykanów”.
Odpowiedź polskiego MSZ
Na słowa amerykańskiego sekretarza obrony zareagował wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Za pośrednictwem serwisu X polityk wezwał Hegsetha do konfrontacji z rzeczywistością polskich strat wojennych.
„Niech pan to powie, panie sekretarzu obrony, rodzinom 44 polskich żołnierzy, którzy zginęli, zabezpieczając trudną prowincję Ghazni” — napisał szef polskiej dyplomacji.
Kontekst polskiego zaangażowania
Polski Kontyngent Wojskowy brał udział w operacjach w Afganistanie w latach 2002–2021. Łącznie w ramach różnych rotacji służbę w tym regionie pełniło ponad 33 tys. polskich żołnierzy oraz pracowników wojska. Misja ISAF, w którą zaangażowało się ponad 40 państw, została zainicjowana w odpowiedzi na ataki terrorystyczne z 11 września 2001 roku.
W czasie całej misji afgańskiej zginęło 43 polskich żołnierzy oraz jeden pracownik cywilny wojska.
Powtarzająca się retoryka z USA
Kwestia wkładu sojuszników w misje NATO była już wcześniej źródłem dyplomatycznych napięć. Na początku roku Donald Trump w wywiadzie dla Fox News przekonywał, że Stany Zjednoczone nie potrzebowały wsparcia wojskowego sojuszników i o nie nie zabiegały. Prezydent USA sugerował wówczas, że wojska krajów NATO, w tym Polski, przebywały w Afganistanie oraz na Bliskim Wschodzie, unikając bezpośredniej walki na pierwszej linii frontu.