Przebieg pierwszej połowy spotkania
Pierwsza odsłona meczu była dość słaba w wykonaniu gospodarzy, którzy chociaż sporo operowali piłką i wymieniali dużo podań, to robili to głównie do pola karnego. Piłkarze Górnika bardzo dobrze czyścili przedpole i skutecznie blokowali strzały rywali. Sandecję w starciu z Górnikiem Łęczna niósł doping ponad 7 tysięcy kibiców, a stadion w Nowym Sączu przybrał biało-czarne barwy.
Jedyna celna próba gości w tym fragmencie gry przyniosła im prowadzenie, gdy po kwadransie gry Samuel Quainoo lekko trącił piłkę głową i trafił idealnie przy lewym słupku bramki strzeżonej przez Karola Szymkowiaka. Po stracie gola gospodarze zgrali odważniej, lecz uderzenia Łukasza Gerstensteina, Adama Brenkusa czy Macieja Żurawskiego nie przyniosły wyrównania. Przyjezdni groźnie kontratakowali za sprawą Jakuba Myszora i Fryderyka Janaszka.
Emocje po przerwie i obroniony rzut karny
Druga połowa stała na zdecydowanie wyższym poziomie, a goście jakby mentalnie zostali w szatni, co Sandecja natychmiast wykorzystała.
W 50. minucie po składnej akcji Patryk Kieliś uderzył sprzed pola karnego i doprowadził do wyrównania.
Przyjezdni po 55. minucie wrócili do swojej uważnej gry, a w 63. minucie arbiter dopatrzył się zagnienia w polu karnym gospodarzy i podyktował jedenastkę dla Górnika.
Michał Walski przegrał pojedynek z Karolem Szymkowiakiem, który intuicyjnie wybronił jego uderzenie. Wcześniej w 58. minucie bramkarz uchronił zespół przed utratą bramki po strzale Kamila Kruka.
Finałowe minuty i podsumowanie meczu
Kolejne minuty przyniosły akcje z obu stron, między innymi zmarnowaną okazję Goku po podaniu od Łukasza Gerstensteina w 78. minucie.
Żaden z zespołów nie potrafił już stworzyć sobie dogodnej okazji i spotkanie zakończyło się remisem, co pozostawiło niedosyt w obu obozach.
