Dramatyczna ewakuacja z Półwyspu Chalcydyckiego

Pożary, które pustoszą różne regiony Grecji, dotarły w czwartek na północ kraju, na popularny wśród turystów Półwysep Chalcydycki, znany również jako Chalkidiki. Sytuacja w miejscowości Siviri gwałtownie pogorszyła się w czwartkowe popołudnie, gdy płomienie wymknęły się spod kontroli służb i zaczęły bezpośrednio zagrażać zabudowaniom. W obliczu zagrożenia władze podjęły decyzję o masowej ewakuacji drogą morską. Z plaży przetransportowano 302 osoby, w tym zarówno mieszkańców, jak i wypoczywających tam turystów.

W akcji wykorzystano jednostkę straży przybrzeżnej, dziewięć prywatnych łodzi oraz dużą łódź motorową, jednak część osób musiała czekać na pomoc aż do wieczora. Zagrożenie nie ograniczyło się jedynie do Siviri. Wcześniej konieczna była również ewakuacja gości przebywających w jednym z hoteli w pobliskiej miejscowości Fourka.

Trudna walka strażaków z żywiołem

Greckie służby prowadzą wyjątkowo wyczerpującą akcję gaśniczą, w której bierze udział 155 strażaków oraz 59 wozów bojowych. Działania naziemne są wspierane przez eskadry powietrzne, składające się z dziewięciu samolotów gaśniczych oraz siedmiu śmigłowców. W trakcie walki z płomieniami rannych zostało już dwóch strażaków.

Warunki pracy służb są skrajnie trudne ze względu na pogodę. Bardzo silne podmuchy wiatru błyskawicznie przenoszą zarzewia ognia na nowe tereny, a ekstremalnie wysokie temperatury sprawiają, że otaczająca roślinność stała się łatwopalna.

Ograniczenia i przyczyny pożaru

W związku z realnym zagrożeniem władze na Półwyspie Chalcydyckim wprowadziły ścisłe restrykcje dotyczące poruszania się po zalesionych terenach wokół najbardziej narażonych na atak żywiołu miejscowości. Działania te mają na celu zarówno zwiększenie bezpieczeństwa ludzi, jak i usprawnienie pracy ekip gaśniczych. Choć tegoroczna fala pożarów rozpoczęła się w Grecji później niż w Hiszpanii czy Francji, jej skutki są dotkliwe.

Dotychczas największe ogniska koncentrowały się w środkowej części kraju, głównie w regionach Attyki i Beocji. Według ustaleń greckiej telewizji publicznej ERT zarzewiem ognia mogła być pojedyncza iskra, która powstała w wyniku przewrócenia przez gwałtowną wichurę jednego ze słupów wysokiego napięcia. Władze na razie wstrzymują się z oficjalnym potwierdzeniem tej przyczyny, skupiając się na trwającej akcji ratunkowej.