Przebieg zdarzenia na ulicy Rybackiej

Do głośnego incydentu doszło 7 sierpnia w gliwickiej Ostropie, gdzie na ulicy Rybackiej prowadzono prace drogowe. Wówczas rolnik Józef M. wjechał na świeżo położoną nawierzchnię ciągnikiem z pługiem i doszczętnie ją rozorał. 60-letni mężczyzna w rozmowie z mediami wprost przyznał się do zniszczenia mienia, tłumacząc to obroną własnych praw. Oczywiście, że to zrobiłem – powiedział. Władze Gliwic i zarząd dróg przedstawiają odmienną wersję wydarzeń, utrzymując, że sporny teren należy do samorządu.

Sprawa sięga 2001 roku, kiedy to miasto miało na wniosek samego rolnika nabyć działki wzdłuż ulicy Rybackiej w celu poszerzenia pasa drogowego. Przedstawiciele urzędu podkreślają, że kwestie własnościowe zostały uregulowane, a naprawa zniszczonej nawierzchni została wstępnie oszacowana na 180 tysięcy złotych.

Konflikt o własność ziemi i zarzuty rolnika

Józef M. kategorycznie zaprzecza wersji urzędników i twierdzi, że nigdy nie sprzedał miastu spornej działki ani nie otrzymał za nią odpowiednich pieniędzy. Wskazuje, że odszkodowanie, które przyjął w przeszłości, dotyczyło zupełnie innych gruntów przy boisku. To nieprawda. Wziąłem odszkodowanie tylko za działki przy boisku na Rybackiej, a nie za tę działkę, na której 7 sierpnia wylali asfalt – tłumaczył rolnik.

Mężczyzna utrzymuje, że został bezprawnie wywłaszczony przez gminę i powołuje się na dawne postępowanie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Podkreśla również, że oferowane mu przed laty stawki były drastycznie zaniżone w stosunku do rynkowych wartości. Lata temu sami mnie do rady miasta zaprosili i mówili, że to pod pożytek publiczny ma pójść, do Trybunału w Strasburgu się odwołałem, który mi rację przyznał. Gmina kłamie, oni mnie wywłaszczyli bezprawnie – twierdzi pan Józef.

Działania prawne i stanowisko obrońcy

Nowym obrońcą rolnika został mec. Adam Szewc, który odnosi się do kwestii widniejących wpisów w księgach wieczystych. Adwokat zaznacza, że nikt nie kwestionuje samego stanu formalnego, lecz sam sposób, w jaki własność ta została przez lata pozyskana. Nikt nie kwestionuje tego, co jest wpisane w księdze wieczystej. Kwestionowany jest raczej sposób uzyskania tej własności – wyjaśnia mecenas Szewc.

Obrońca wskazuje, że konieczna będzie szczegółowa analiza bardzo starych dokumentów historycznych z ostatnich dwudziestu pięciu lat, a być może nawet z okresu transformacji własnościowych sprzed kilkudziesięciu lat. Rolnik twierdzi, że zdecydował się na drastyczny krok, ponieważ organy ścigania zignorowały jego wcześniejsze zgłoszenia. Zrobiłem to, ponieważ prokuratura, którą zawiadomiłem w 2024 r., że moje mienie jest szargane, nic nie zrobiła w mojej sprawie – wyjaśnia swoje motywy Józef M.

Aresztowanie i reakcja na środki zapobiegawcze

Po uszkodzeniu asfaltu rolnik został zatrzymany przez policję, gdzie spędził pierwsze trzy dni, a następnie trafił do aresztu tymczasowego. Srogi środek zapobiegawczy spotkał się z krytyką ze strony jego pełnomocnika, który uważał aresztowanie za całkowicie niesłuszne. 14 sierpnia prokurator zdecydował jednak o zmianie środka na dozór policyjny. Trzy dni na dołku byłem na policji, a później wsadzili mnie do aresztu.

To był dla mnie szok – relacjonował pan Józef, dodając, że zwolniono go, gdy ktoś wreszcie przemyślał sprawę w praworządnym kraju. Mężczyzna kategorycznie deklaruje, że nie zamierza ponosić kosztów naprawy drogi, które prokuratura wycenia na 180 tysięcy złotych. Za popełniony czyn grozi mu kara do pięciu lat pozbawienia wolności. Po opuszczeniu aresztu rolnik od razu udał się do schroniska, aby odebrać swoją suczkę, która spędziła tam czas pod jego nieobecność. To jest mój największy pupilek.

Ona w domu śpi, od maleńkości. Jesteśmy do siebie przywiązani. Będziemy walczyć o swoje – wyznał na koniec, dodając, że jego jedynym życzeniem jest to, aby w Polsce w końcu panowało prawdziwe prawo.