Przebieg czwartkowego spotkania przy Bułgarskiej

Przed rozpoczęciem czwartkowego meczu Ligi Europy na Enea Stadionie doszło do niecodziennej sytuacji, gdy na murawie niespodziewanie włączyły się zraszacze tuż po jednej z akcji gospodarzy. Sędzia musiał na moment przerwać grę, jednak prawdziwe kłopoty mistrza Polski rozpoczęły się wraz z pierwszym gwizdkiem arbitra. Spotkanie oglądało ponad 40 tysięcy kibiców, którzy na początku obserwowali kuriozalny incydent, a następnie dominację rywali z Niemiec.

Przed pierwszym golem dla gości na stadionie uaktywniły się zraszacze, które ruszyły ze zintensyfikowanym atakiem, choć na szczęście dla gospodarzy sytuacja miała miejsce tuż po nieudanej akcji ofensywnej.

Decydujące ciosy przed przerwą

Pierwsze minuty upłynęły pod dyktando zespołu z Leverkusen, podczas gdy lechici sprawiali wrażenie mocno spiętych i cofniętych na własną połowę. Poznaniacy próbowali szukać szans w kontratakach, a po jednym z nich Mikael Ishak uderzył tuż nad poprzeczką. Sytuację gospodarzy skomplikowały też szybkie zmiany wymuszone kontuzjami. Boisko musieli opuścić lider defensywy Lecha Wojciech Mońka oraz napastnik gości Martin Terrier, w którego miejsce na placu gry zameldował się Patrik Schick.

Feralna dla podopiecznych poznańskiego klubu okazała się 25. minuta, w której strzał Ibrahima Mazy ręką zatrzymał Terry Yegbe. Po analizie VAR serbski sędzia Milos Milanović podyktował rzut karny, a Patrik Schick pewnie pokonał Mateusza Lisa. Zaledwie trzy minuty później bierna postawa obrońców gospodarzy pozwoliła Malikowi Tillmanowi podwyższyć prowadzenie na 2:0. Mimo próby odpowiedzi ze strony Lecha i dobrego strzału z dystansu Antonija Kozubala, tuż przed przerwą doszło do kolejnego stałego fragmentu gry. Mateusz Skrzypczak sfaulował w polu karnym Schicka, a ten po raz drugi nie pomylił się z jedenastu metrów.

Zamknięcie wyniku i trudna sytuacja w tabeli

Druga połowa przyniosła dalszą przewagę ekipy z Bundesligi, która kontrolowała przebieg wydarzeń na boisku. Gospodarze nie potrafili znaleźć sposobu na sforsowanie defensywy rywali i ani razu poważnie nie zagrozili bramce strzeżonej przez Marka Flekkena. Zawodnicy z Leverkusen stworzyli za to kilka kolejnych sytuacji, a bliski zdobycia hat-tricka był Schick, który uderzył głową niecelnie z kilku metrów.

W końcówce spotkania goście przypieczętowali wysokie zwycięstwo, gdy w 89. minucie Ibrahim Maza wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem Lecha i ustalił wynik na 0:4. Po dwóch kolejkach fazy ligowej Ligi Europy mistrz Polski ma na koncie zero punktów oraz bilans bramkowy 0:8, zamykając ligową tabelę. Sytuację pogarsza fakt, że w kolejnych spotkaniach poznaniacy zmierzą się z angielskim Sunderlandem oraz belgijskim Royale Union Saint-Gilloise.