Gwałtowne protesty i pożar zabytkowego ratusza w Limoges
Sobotnie demonstracje przeciwko rosnącym kosztom życia i pogarszającej się jakości usług publicznych przerodziły się w jedne z najgorszych aktów przemocy we Francji od dziesięcioleci. W protestach wzięło udział od 550 tysięcy osób według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych do 800 tysięcy według szacunków związku zawodowego CGT.
Demonstracje z 17 października stanowiły kolejny etap ruchu, który zapoczątkowały miesiąc wcześniej protesty uczniów domagających się większego dofinansowania edukacji. Z biegiem czasu do młodzieży przyłączyły się związki zawodowe, studenci oraz zwolennicy reaktywowanego ruchu żółtych kamizelek.
W mieście Limoges podpalono i poważnie zniszczono zabytkowy, 143-letni ratusz wzniesiony w XIX wieku, do którego wtargnęła grupa uczestników protestów, wybijając okna i podkładając ogień na parterze. W wyniku pożaru ratusza w Limoges zawaliła się jego wieża zegarowa oraz znaczna część dachu, a ogień zniszczył m.in. salę ślubów i salę rady miejskiej.
Dzika horda celowo podpaliła ten 143-letni budynek, którego dach w znacznej części zawalił się podczas sobotnich protestów
Burmistrz Guillaume Guérin oświadczył, że płonie zabytek, ale nie Republika, podkreślając, że sprawcy nie zniszczyli służby publicznej. Prefekt departamentu Haute-Vienne Maurice Barate poinformował, że w momencie podpalenia w budynku przebywali ludzie, w tym urzędnicy i policjanci, jednak w wyniku pożaru nikt nie ucierpiał.
Ataki na instytucje i rekordowa liczba zatrzymań
Zamieszki objęły wiele miast Francji, w tym Paryż, Marsylię, Lyon, Lille i Toulouse. W Marsylii demonstranci wdarli się do ratusza i zdewastowali go anarchistycznymi graffiti, natomiast w Lyonie podpalono miejskie biuro turystyczne.
Dodatkowo w stolicy i innych miastach niszczono samochody oraz plądrowano luksusowe butiki i supermarkety, a policja musiała używać gazu łzawiącego oraz armatek wodnych przeciwko osobom rzucającym przedmiotami i wystrzeliwującym fajerwerki.
Premier Sébastien Lecornu przekazał, że w całym kraju aresztowano około 1200 osób, a w samym Paryżu ujęto 855 osób, co policja określiła jako rekord. W zamieszkach ucierpiało około 150 policjantów i żandarmów, którzy odnieśli obrażenia w starciach.
zamieszkach o niespotykanej dotąd skali, które jeszcze trwają
Reakcja władz państwowych na falę przemocy
Premier Sébastien Lecornu oświadczył, że rząd nie da się zastraszyć przemocą i obwinił za zamieszki skrajną lewicę oraz przestępców. Podkreślił, że zamieszki były wymierzone w kluczowe ośrodki władzy w kraju, takie jak Pałac Elizejski, siedziba rządu oraz parlament.
Prezydent Emmanuel Macron napisał w serwisie X, że we Francji nie ma miejsca dla przemocy i zapewnił, że sprawcy ataków na budynki publiczne oraz sklepy zostaną ukarani, apelując jednocześnie o jedność w obliczu osób siejących chaos.