Droga do czwartej rundy i atmosfera w Białymstoku
Jagiellonia Białystok w poprzedniej rundzie eliminacji Ligi Europy sprawiła sensację i pokonała w dwumeczu szkocki Rangers FC. W pierwszym meczu podopieczni Adriana Siemieńca spisali się znakomicie i wygrali po dublecie Kajetana Szmyta, a w rewanżu na Ibrox Stadium cel został zrealizowany po golu wyrównującym Nika Preleca. Przed kolejnym starciem przy Słonecznej szykowało się wielkie święto i komplet publiczności, a stadion wypełnił się do ostatniego krzesełka.
Kibice mogli podziwiać efektowną oprawę przygotowaną przez najwierniejszych ultrasów zasiadających na Ultrze. Tymczasem w PKO Ekstraklasie Duma Podlasia spisywała się nieco gorzej, przegrywając przed dwoma tygodniami z Widzewem Łódź i odkładając w czasie mecze z Pogonią Szczecin oraz mistrzem kraju Lechem Poznań. Gruzini przed spotkaniem podkreślali, że nie czują żadnej presji, ponieważ niezależnie od wyniku dwumeczu mają zapewnioną grę w Lidze Konferencji, co już jest dla nich wielkim sukcesem.
Pierwsza połowa pod dyktando gości i ciosy Jagielloni
Goście, którzy przystąpili do rywalizacji bez ciśnienia, zaatakowali od pierwszego gwizdka hiszpańskiego sędziego Ricardo de Burgosa Bengoetxea. Rywale chcieli zaskoczyć Jagiellonię i gdyby nie fantastyczna postawa w bramce Sławomira Abramowicza, to gospodarze w pierwszych dwudziestu minutach mogli stracić dwa gole. Sławomir Abramowicz musiał ratować sytuację odważnym wejściem po zbyt lekkim podaniu Norberta Wojtuszka, a w innych sytuacjach ratowała go poprzeczka oraz skuteczna interwencja.
Z upływem czasu kontrolę nad wydarzeniami na murawie przejęli podopieczni Adriana Siemieńca, a przełomem okazał się rzut karny podyktowany po tym, jak Jeremy Agbonifo został zahaczony tuż za linią pola karnego przez Ibrahima Alhassana Abdullahiego. W 34. minucie Jesus Imaz pewnie wykorzystał jedenastkę, uderzając przy lewym słupku, choć wcześniej sędzia nakazał powtórzenie strzału z powodu wbiegnięcia zawodników Iberii w szesnastkę przed uderzeniem.
Tuż przed przerwą, w doliczonym czasie gry, Jeremy Agbonifo popisał się klasycznym golem do szatni. Po dwójkowej wymianie podań z Norbertem Wojtuszkiem uderzył do siatki przy bliższym prawym słupku, dając Jagiellonii dwubramkowe prowadzenie na półmetku.
Nokaut w drugiej połowie i przypieczętowanie awansu
Po zmianie stron do głosu znów doszli przyjezdni, którzy próbowali strzelić kontaktowego gola, a nawet udało im się umieścić piłkę w siatce po kontrataku. Golec Iberii został jednak słusznie anulowany przez sędziego, który po wezwaniu do monitora VAR dopatrzył się faulu Nikoloza Dadianiego na Kajetanie Szmycie.
W 62. minucie wielkim pechowcem okazał się Ibrahim Alhassan Abdullahi, który po mocnym dośrodkowaniu Guilherme Montoii z rzutu wolnego skierował głową piłkę do własnej bramki, podwyższając wynik na 3:0 dla Jagiellonii. Miejscowi mieli jeszcze kilka okazji do podwyższenia wyniku, między innymi gdy Nik Prelec znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Giorgim Makaridze, lecz posłał piłkę podcinką tuż obok słupka.
Ostatecznie kropkę nad i gospodarze postawili tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego w doliczonym czasie gry drugiej połowy. Wprowadzony z ławki rezerwowych Sergio Lozano otrzymał podanie na lewą stronę pola karnego od Rodrigo Conceicao i uderzył technicznie zza linii szesnastego metra w samo okienko, ustalając wynik na 4:0.
