Ostatnie pożegnanie na Powązkach
Uroczystość pożegnalna zmarłego dziennikarza rozpoczęła się w piątek 14 sierpnia o godzinie 10 w sali pożegnań na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie przy ul. Powązkowskiej 43/45. Ceremonia miała charakter otwarty, dający możliwość oddania hołdu wszystkim, którzy cenili dorobek i niezłomną postawę zawodową zmarłego.
Uroczystość rozpoczął występ zespołu Warszawskie Combo Taneczne Jana Młynarskiego. Tomasz Sianecki wyjaśnił zgromadzonym, że wybór muzyki nie był przypadkowy, gdyż dziennikarz uwielbiał ten zespół oraz twórczość Mieczysława Fogga.
Na pogrzebie pojawiło się wielu przedstawicieli świata mediów, współpracowników oraz osób ze świata polityki. Po części oficjalnej, zgodnie z życzeniem rodziny, urna z prochami Andrzeja Morozowskiego została odprowadzona na miejsce wiecznego spoczynku na cmentarz w Pyrach przy ul. Farbiarskiej 30. Ta część ceremonii miała charakter kameralny i prywatny, odbywając się bez udziału kamer oraz fotoreporterów.
Wspomnienia przyjaciół i rodziny
Prowadzący uroczystość Tomasz Sianecki wspominał pasje przyjaciela, przypominając, że Morozowski namiętnie słuchał audycji Jana Młynarskiego i często nosił charakterystyczny kaszkiet, nawiązujący do warszawskiego folkloru. Prowadzący zaapelował do zebranych, by nie postrzegali zmarłego przez pryzmat jednostronnych przekonań: „Dla mnie na przykład do niedawna Andrzej był taką typową domową ciamciaramcią, ale potem okazało się, że miał wielkie, wielką skrzynkę z narzędziami, jak Bob Budowniczy i w dodatku on potrafił się tymi narzędziami posługiwać”.
Szwagier dziennikarza, Krzysztof Nowakowski, odczytał list od żony, Agaty Nowakowskiej. W liście zaznaczono, że w postawie męża widać było etos opozycji z lat osiemdziesiątych, a także umiejętność uważnego słuchania i odwagę w zadawaniu trudnych pytań. Agata Nowakowska podkreśliła również znaczenie stacji TVN24, dziękując za wsparcie, jakie rodzina otrzymała w trakcie choroby dziennikarza.
Żona dziennikarza zaznaczyła w liście, że dla Andrzeja ważne było pochodzenie i otwartość w mówieniu o korzeniach, co stanowiło świadectwo solidarności z rodziną, która zginęła w Holokauście. Podkreśliła, że dziennikarz był dumny ze swojej żydowskości, podobnie jak z polskości. Uznał on również ojcostwo za jedno z najważniejszych doświadczeń w swoim życiu.
Żona wspomniała, że był on kochającym ojcem, wielkim optymistą i człowiekiem, który potrafił się zaraźliwie śmiać. W liście ujawniono, że mimo cierpienia, w dniach prowadzenia programu dziennikarz odzyskiwał siły: „W dniu programu, we czwartek rano stawał się innym człowiekiem. Głos miał mocniejszy, sylwetkę wyprostowaną, dziarskość w ruchach. Gdy wracał, znowu był chory”.
Żona dodała też: „O swojej chorobie powiedział tyle, że wygląda na to, że nie będę długo żył. Martwił się, jak dam sobie radę”. List zakończyły przejmujące słowa: „Jędruś, żegnaj kochanie, mój najdroższy człowieku, przyjacielu, mężu. Bez ciebie już nic nie będzie takie samo”.
Przemowę wygłosiła także Małgorzata Łaszcz, która zaznaczyła: „Miałam do niego całkowite zaufanie, że nie zawiedzie, nie zrani, nie odwróci się, nie wyśmieje. Nie ma dużo takich ludzi na świecie i każdemu z państwa życzę takiego przyjaciela, jakim był Andrzej”. Dodała, że mimo wyczerpującego leczenia wszyscy wierzyli, iż dziennikarz wyzdrowieje. Łaszcz wspomniała również, że dziennikarz posiadał ironiczne, nieco złośliwe poczucie humoru, a jego śmiech był tak głośny, że potrafił sprawiać wrażenie, iż mury pękają.
Sandra Samos, wydawczyni programu „Tak jest”, wspominała zmarłego jako mentora: „To Andrzej uczył mnie zawodu i przeprowadzał przez wszystkie jego etapy. Praca z nim była radością, mimo że nie zawsze była łatwa. Andrzej działał i myślał poza schematem”. Dodała, że gdy uznał jakiś temat za ważny, potrafił „wiercić dziurę w brzuchu” tak długo, aż dopiął swego.
Brygida Grysiak, zastępczyni redaktora naczelnego TVN24, podkreślała: „Dziennikarstwo musi mieć duszę - tak mówił Andrzej i te jego słowa już ze mną zostaną. Jak błysk w jego oczach, kiedy w chorobie, już bardzo słaby, prowadził swój ukochany program „Tak jest””. Grysiak dodała: „W tej słabości była jakaś przepotężna siła, walka o każde wydanie, każdą rozmowę”. Zaznaczyła również, że Morozowski obawiał się wpływu dezinformacji i propagandy na współczesne media. Na zakończenie uroczystości Tomasz Sianecki ze wzruszeniem pożegnał przyjaciela, mówiąc: „Andrzeju, Jędrku, kocham cię. Naprawdę”.
Kariera dziennikarska i dziedzictwo
Andrzej Morozowski urodził się 13 czerwca 1957 r. w Warszawie. Choć ukończył Wydział Wiedzy o Teatrze w Akademii Teatralnej, jego ścieżką zawodową stała się polityka i media. Podczas wyborów w czerwcu 1989 r. pełnił funkcję męża zaufania strony solidarnościowej, a następnie pracował w Obywatelskim Klubie Parlamentarnym.
W latach 1990–2000 był związany z Radiem ZET, współpracując równolegle z Telewizją Polską jako reporter sejmowy Teleexpressu. W 2001 r. dołączył do zespołu tworzącego stację TVN24, stając się jednym z jej filarów, gospodarzem programu Tak jest oraz współtwórcą głośnego formatu publicystycznego Teraz my!, który prowadził w latach 2005–2010 w TVN wspólnie z Tomaszem Sekielskim.
Morozowski był laureatem najważniejszych nagród branżowych, w tym prestiżowej statuetki Grand Press, Nagrody im. Andrzeja Woyciechowskiego oraz telewizyjnego Wiktora. W 2006 r., razem z Tomaszem Sekielskim, otrzymał tytuł Dziennikarza Roku w plebiscycie Grand Press za ujawnienie tzw. taśm Renaty Beger. Pojawiał się również w epizodycznych rolach aktorskich, m.in. w serialu Niania i filmie Sztos 2.
W tekście opublikowanym z okazji 20-lecia TVN24 Morozowski z sentymentem i humorem wspominał pionierskie lata pracy w Sejmie: „Pracę w TVN24 zaczynułem jako reporter sejmowy. Rozczulam się na wspomnienie, jak to niegdyś wyglądało od technicznej strony. Dźwigałem wielki metalowy pojemnik z lampami do oświetlenia sejmowych korytarzy. Operator niósł kamerę, statyw, mikrofony itd. Rozwijaliśmy obaj kable łączące kamerę z wozem transmisyjnym. Robiąc w Sejmie wiele kilometrów dziennie, niejako pracowaliśmy nogami”.
Wspomnienia kolegów z redakcji
Marta Kuligowska zwracała uwagę na niezłomność dziennikarza w obliczu choroby. „Nieważne, w jakiej był formie, w lepszej, gorszej, był bardziej śpiący, był po chemii, przed chemią, w trakcie - to cały czas rozmawialiśmy o polityce. Poczucie humoru i polityka to były dwie tożsame rzeczy, które mi się z nim kojarzą” – wspominała dziennikarka TVN. Stacja TVN24 przypominała moment powrotu dziennikarza na antenę 5 marca po długiej przerwie, kiedy to osobiście dziękował widzom za wsparcie w walce z nowotworem.
W dniu śmierci dziennikarza, 4 sierpnia, stacja TVN24 oddała mu hołd podczas wieczornej emisji programu „Tak jest”, umieszczając w studiu symboliczne puste krzesło oraz jego zdjęcie.
