Kulisy umorzenia śledztwa w sprawie tzw. dwóch wież
Pod koniec czerwca Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła głośne śledztwo w sprawie tzw. dwóch wież, które dotyczyło niedoszłych planów wybudowania dwóch wieżowców na działce w Warszawie należącej do spółki Srebrna, powiązanej z Prawem i Sprawiedliwością. Pełnomocnikiem pokrzywdzonego w tej sprawie austriackiego biznesmana Geralda Birgfellnera był poseł klubu Koalicji Obywatelskiej Roman Giertych.
Decyzję o umorzeniu podjęła prokurator Małgorzata Szeroczyńska, zastępca Prokuratora Okręgowego w Warszawie, ze względu na stwierdzenie, że czynu nie popełniono albo brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie jego popełnienia. W komunikacie prokuratury przekazano, że trzy opisane kwestie śledztwa umorzone zostały wobec stwierdzenia, iż czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego.
Na początku ubiegłego roku portal Niezalezna.pl ujawnił, że prokuratura wróciła do sprawy tzw. dwóch wież, a śledztwo miała poprowadzić powracająca do Prokuratury Okręgowej prok. Ewa Wrzosek jako jedyna osoba, która chciała podjąć się tego zadania. Najgłośniejszym działaniem prokurator było wielogodzinne przesłuchanie śp.
Barbary Skrzypek, współpracownicy Jarosława Kaczyńskiego, podczas którego odmówiono jej obecności pełnomocnika, a kilka dni później Skrzypek zmarła wskutek niewydolności krążenia wywołanej rozległym zawałem tylnej ściany serca.
Spór o odejście prokurator Ewy Wrzosek
Roman Giertych ostro skomentował umorzenie postępowania oraz zmianę referenta sprawy, pisząc w mediach społecznościowych o bezczelnej manipulacji i zmianie prokuratora ze względu na naciski. Prokuratura odniosła się do tych zarzutów, informując, że prokurator Ewa Wrzosek nie wyraziła zgody na przedłużenie delegacji i prowadzenie sprawy w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie.
Giertych zapowiedział złożenie zażalenia na decyzję o umorzeniu oraz argumentował, że sprawa została odebrana Wrzosek m.in. z powodu wykorzystania śmierci Barbary Skrzypek do oskarżeń. Do sprawy odniósł się prokurator krajowy Dariusz Korneluk w rozmowie w TVN24, określając twierdzenia Romana Giertycha wprost mianem kłamstwa i podkreślając, że polityk mija się z prawdą.
Korneluk wyjaśnił, że osobiście rozmawiał z Ewą Wrzosek, aby pozostała na delegacji i dokończyła postępowanie, lecz ona sama podjęła decyzję o braku chęci dalszej pracy w ramach delegacji w prokuraturze okręgowej. Ewa Wrzosek przedstawiała wcześniej nieco inną wersję wydarzeń, zaprzeczając odmowie kontynuowania delegacji i wskazując, że przedstawiła stanowisko o zamiarze prowadzenia wszystkich śledztw, jednak ostatecznie straciła sprawę w wyniku decyzji przełożonych.
Śledztwo w sprawie wycieku nagrań z przesłuchań
Wydarzeniom wokół śledztwa towarzyszy inne postępowanie przygotowawcze prowadzone przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga, wszczęte po tym, jak pod koniec lipca portal goniec.pl opublikował w serwisie YouTube nagrania wideo z kilkugodzinnego przesłuchania prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego jako świadka w sprawie dwóch wież. Rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej Piotr Antoni Skiba wskazał, że jedyną osobą mającą powód i dostęp do materiałów, która mogła dysponować dowodami, był mec. Roman Giertych.
Rzeczniczka praskiej prokuratury Marzena Kiełek-Łopińska poinformowała, że śledztwo dotyczy publicznego rozpowszechniania bez zgody organu wiadomości z postępowania przygotowawczego, za co grozi kara do dwóch lat pozbawienia wolności. Premier Donald Tusk, pytany o tę sprawę na początku sierpnia, zaznaczył, że nie odniósł wrażenia, iż prokuratura oficjalnie wskazała Giertycha jako odpowiedzialnego za wyniesienie dokumentów, lecz dodał, że jeśli Giertych złamał prawo, to poniesie konsekwencje.
Z kolei Roman Giertych w rozmowie z "Faktem" odrzucił te oskarżenia jako nieuzasadnione, wskazując, że prokuratura miała pełny dostęp do akt, a wyciek materiałów pochodzi jego zdaniem z samej prokuratury.
