Gigantyczny wyciek danych medycznych

W wyniku cyberataku na systemy firmy MyDr doszło do wycieku danych blisko 19 milionów obywateli Polski. Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski potwierdził, że incydent dotyczy dużej paczki danych wrażliwych. Ponieważ klientami firmy MyDr byli lekarze oraz placówki medyczne, wśród wykradzionych informacji mogą znajdować się dane dotyczące przyjmowanych leków, recept, odbytych wizyt oraz zdiagnozowanych schorzeń.

Minister Gawkowski przekazał, że resort ocenia, iż za incydentem stoją cyberprzestępcy motywowani chęcią zysku finansowego. Podkreślono, że polskie państwo nie zamierza płacić okupów ani ulegać szantażom, a sprawa jest badana w trybie ekstraordynaryjnym przez odpowiednie służby.

Problemy z rządową platformą weryfikacyjną

Resort cyfryzacji wdrożył procedurę mającą na celu zabezpieczenie wyciekłych informacji poprzez serwis bezpiecznedane.gov.pl. Zgodnie z zapowiedziami, obywatele mieli mieć możliwość sprawdzenia, czy ich dane znalazły się w niepowołanych rękach. Jednak krótko po ogłoszeniu informacji witryna przestała działać.

Użytkownicy zgłaszali błędy 404 oraz 503, co wskazywało na przeciążenie serwerów zbyt dużą liczbą odwiedzin. Po godzinie 19:00 na stronie pojawił się komunikat o przerwie technicznej. Serwis powrócił do działania po godzinie 21:00, informując jednak, że dane z wycieku w firmie MyDr nie zasiliły jeszcze bazy, a odpowiedni komunikat zostanie opublikowany w przyszłości.

Zalecenia dla obywateli i reakcje polityczne

Minister Krzysztof Gawkowski zalecił obywatelom, aby w pierwszej kolejności zastrzegli swój numer PESEL. Wicepremier ocenił, że mimo trudnej sytuacji, incydent pokazuje sprawność działań państwowych służb. Głos w sprawie zabrał również Grzegorz Braun, który skrytykował systemowe gromadzenie informacji o zdrowiu przez władze, postulując przywrócenie pełnej tajemnicy lekarskiej.